Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
To trzeba wiedzieć:
Reklama

Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?

- W Polsce od wielu już lat zauważany jest wyraźny wzrost naruszania prawa do prywatności m.in. poprzez nagrywanie rozmów telefonicznych, już nie tylko przez instytucje publiczne, ale i przez przedsiębiorców - napisał do Prezesa Rady Ministrów senator Adam Szejnfeld w imieniu ludzi oburzonych szerzeniem się nagrywania ich rozmów telefonicznych jako obywateli, w tym jako konsumentów.
Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?

 

W swoim wystąpieniu senator wskazuje, że w Polsce zauważalny jest wyraźny wzrost skarg obywateli i konsumentów dotyczących ograniczania ich prywatności poprzez systematyczne nagrywanie rozmów telefonicznych. Zjawisko to, niegdyś charakterystyczne głównie dla infolinii, dziś, jak podkreśla Szejnfeld, rozprzestrzeniło się niemal powszechnie. - Coraz większa liczba obywateli skarży się na naruszanie prawa do prywatności. Podczas połączenia słyszą komunikat: albo wyrażają zgodę na nagrywanie rozmowy, albo mają się rozłączyć – mówi Senator RP Adam Szejnfeld.

Senator zwraca uwagę, że takie praktyki dotyczą już nie tylko dużych firm, lecz także sklepów, zakładów usługowych, a nawet instytucji publicznych. Jego zdaniem trudno uznać za zasadne nagrywanie wszystkich rozmów, bez względu na ich charakter i cel. - Dzwonienie do instytucji publicznej, sklepu czy zakładu usługowego, pytanie o cenę, warunki zakupu, cechy techniczne produktu lub usługi to zupełnie prywatna sprawa obywatela - podkreśla. Takie informacje nie powinny stawać się własnością sprzedawcy czy usługodawcy tylko dlatego, że posiada on system nagrywania rozmów – dodaje senator ziemi pilskiej.

Adam Szejnfeld wskazuje również na aspekt psychologiczny i społeczny tego zjawiska. - Dla wielu klientów świadomość bycia nagrywanym jest po prostu krępująca. Ogranicza swobodę wypowiedzi i wpływa na podejmowane decyzje konsumenckie - zaznacza Senator RP. Jednocześnie podnosi kwestię bezpieczeństwa danych. - Nigdy nie wiadomo, kto, kiedy i w jakim celu wykorzysta wiedzę pozyskaną z nagranych rozmów. To rodzi poważne pytania o ochronę danych osobowych i realną kontrolę obywatela nad jego prywatnością - alarmuje Szejnfeld.

Powyższy problem dotyczy wielu resortów rządowych, samorządowych oraz instytucji państwowych a mieści się w kompetencjach m.in. Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Urzędu Ochrony Danych Osobowych. - Zwracam się do Pana Premiera z pytaniem, jakie działania zamierza podjąć rząd, aby ograniczyć nadużycia polegające na niemal powszechnym nagrywaniu rozmów telefonicznych obywateli z urzędami, a przede wszystkim konsumentów z dostawcami towarów i usług - pisze Adam Szejnfeld w swoim oświadczeniu.

Senator podkreśla, że prawo do prywatności nie może mieć charakteru iluzorycznego, a zgoda wymuszana brakiem alternatywy nie powinna być uznawana za rzeczywistą. Jego zdaniem konieczne są konkretne działania, które przywrócą równowagę pomiędzy interesami przedsiębiorców i instytucji publicznych, a prawami obywateli. - Prawo do prywatności nie może być fikcją, a obywatel nie powinien być stawiany przed wyborem: zgoda na nagrywanie albo rezygnacja z kontaktu - podsumowuje senator RP Adam Szejnfeld.

 

Dominika Kobiołka
Biuro Senatorskie Adama Szejnfelda w Pile

 

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Lucy Faire 11.04.2026 16:51
"2016-10-28 06:46:11 Jachu, i jak tam twoja charyzma? Do tej pory- a jest prawie 20.00 - na fejsie z okazji urodzin złożyły ci życzenia 4 osoby. Może do końca dnia dobijesz do 5, choć to raczej wątpliwe. A dwa tygodnie temu twemu ulubionemu Redaktorowi złożyło życzenia pół tysiąca osób. Mówi ci to coś?" Ktoś się napocił, żeby w ramach podglądu, zarejestrować dla gówniarzerii internetowej, policzyć 4 osoby. 500 osób z życzeniami dla Redaktora śmieciowego, to jest to, co lubią śmieciowi Redaktorzy z Białośliwia, Piły, Złotowa, Kaczor, Łobżenicy. Osoby asertywne, znające swoje walory nie potrzebują tabunów klakierów.

swinging blue jeans 12.04.2026 08:48
Proste obliczenia arytmetyczne dają nam pewność, że ten uwielbiany przez motłoch pięciuset meneli, pijaków, trolli, gnomów, chuliganów seksualnych i żurnalistów z przeceny, to Mariusz Józef Szalbierz urodzony w Wyrzysku 12 października 1962. Ten dzień narodzin skłania do przyjęcia tezy, że poczęcie nastąpiło w sylwestra 1961-1962, gdy rytmy bluesa skłaniają panienki do zezwolenia na wejście smoka i potem tango z bolcem.

neonatologia patologiczna 12.04.2026 08:55
Ludzie poczęci w sylwestra, kiedy wódka leje się strumieniem a panienki są rozkraczewskie, mogą sprokurować dzieciątko z FAS (fetal alkoholic syndrom).

korekta 12.04.2026 08:52
W wypowiedzi z 28 października 2016 godz. 06:46:11 jest błąd merytoryczny, bo Mariusz Szalbierz nie jest ulubieńcem Lemanowicza a jego wrogiem numer jeden (1).

Adaś 11.04.2026 11:16
Od prawie dwudziestu lat Janusz Lemanowicz (Bakutilek) domaga się odwołania kalumnii jakich dopuścił się 11 lipca 2006 roku redaktor naczelny Mariusz Józef Szalbierz na łamach ponadregionalnego pisma cotygodniowego Tygodnik Nowy wobec Zofii Lemanowicz zmarłej 30 sierpnia 1991 roku. Pomówił ją, że za życia była kurwą. Z jakichś powodów Mariusz Józef Szalbierz nie zabiera się za akt pokuty i ekspiacji przed balkonem przy ulicy Wawelskiej w Pile. Może się wstydzi jako osoba powszechnie znana, może zaś ma jakieś stany chorobowe, które sprawiałyby trudności z powstaniem z kolan? Ostatnie wydarzenia polityczne na najwyższym szczeblu władzy państwowej proponują przez analogię uczynić ten akt według modelu Czarzasty – Trybunał. Przy ulicy Wawelskiej róg Ludowej jest sklep rzeźniczy Stokłosy, właściciela Szalbierza. Szalbierz może poprosić Stokłosę jako autorytet parlamentarny i biznesowy o udział w imprezie pokuty na zapleczu sklepu rzeźnickiego. Mariusz uklęknąłby przy kiście z kaszanką i wygłosił mowę pokutną kiwając się w trybie żydowskim, bo nie wiadomo, kto powołał go na świat a podobno mógł to być ktoś z narodu wybranego. Jest Wawelska? Jest Wawelska! Po zakończeniu procesu odwołania kalumnii, przy włączonym telewizorze z postacią Gawkowskiego odśpiewałby hymn radziecki „Wyklęty powstań ludu Ziemi…”. Ktoś z redakcji przytargałby kontenerek z flaszkami do pokropienia zatwierdzającego to wydarzenie. Należy nie zapomnieć o utrwaleniu tego eventu przez Zdunka, Janickiego, Ceranowskiego i Graya. Utkin byłby poproszony o napisanie stosownego wiersza rymowanego. Można by było też poprosić o zwieńczenie uroczystości przez strip tease w wykonaniu kulistej Kai.

gawiedź 11.04.2026 12:11
Jest mi wiadomym, że Mariusz Szalbierz zeznając w sądzie zaprzeczył, jakoby wypowiedział tak wrogie, fałszywe zdanie o Zofii Lemanowicz zmarłej 30 sierpnia 1991 roku, a więc prawie 35 lat temu.

bingo 11.04.2026 14:45
W tej sprawie Mariusz nie mógł zeznawać, bo był oskarżony. Mógł składać wyjaśnienia. Według zwyczaju sądowego oskarżony może gadać wszystkie pierdoły, kłamstwa, konfabulować i dywagować. On w tej sprawie kłamał do sądu ucieleśnionego w Monice Smaga - Leśniewskiej, anorektycznej chudzinie nastawionej na przyjęcie wszystkiego, co wyględzi Mariusz.

wożny trybunału 11.04.2026 16:11
Podobno Mariusz Józef Szalbierz nie został skazany w tej sprawie VIII K 383/16 sądu rejonowego w Poznaniu. Sprawę przerzucił do Poznania Paliwoda posiłkując się poglądem, że sprawa dotyka prawa prasowego a takie rzeczy muszą być rozpoznawane w sądach rejonowych ustanowionych w miejscowościach, gdzie działa sąd okręgowy. Takie tam pierdoły!

marx 11.04.2026 16:31
Nasza ulubiona chudzinka, anorektyczna sędzina z sądu rejonowego Nowe Miasto i Wilda olała koncepcję prawa prasowego i w ogóle nie zajęła się wątkiem zgłoszonym przez Paliwodę. To wygląda na sitwę układu związanego z nadbudową, że użyję tu formuły marksowskiej.

Le Man Piła 08.04.2026 19:22
Zgadzając się z postulowaną ideą powstrzymania się od podsłuchiwania, możemy sobie powinszować możliwości odsłuchania, co ma do powiedzenia ktoś, na przykład senator Adam Szejnfeld w telewizji publicznej, czy prywatnej. Ponieważ na początku wieku współpracowałem w ramach Komitetu Wyborczego Wyborców "Porozumienie" z ówczesnym posłem, będąc pełnomocnikiem Prawa i Sprawiedliwości w powiecie pilskim, mogę ocenić występ senatora jako coś stałego w jego emploi politycznym. Przypomina mi się w związku z tym wystąpieniem publicznym film francuski z 1977 roku, "Śmierć człowieka skorumpowanego". Takie samo bagienko i metr mułu.

-.. ..- .--. .- 07.04.2026 18:36
Ja Henryk Tadeusz (Tomasz) Rżniączka właściciel firmy Muraflit zlokalizowanej przy drodze krajowej DK10, będącej przez dekady utrapieniem smrodowym dla wielkich grup społecznych regionu północnej Wielkopolski, wielki senator i niepierduśnik z politycznego targowiska, będąc oskarżonym na ławie oskarżonych o ciężkie występki i zbrodnie w sprawie karnej III K 445/08 sądu okręgowego w Poznaniu, poważyłem się złożyć przed sądem oświadczenie znieważające w tej sprawie karnej świadka Krystynę Lemanowicz oraz jej rodzinę w tym szczególnie synów, których pomówiłem o handel narkotyków, złodziejstwo w sklepach futrzarskich i podałem fałszywą informację, że ci dwaj synowie byli karani za handel narkotykami. Ponadto znieważyłem brata Krystyny Lemanowicz, że ukradł w Wałczu hotel Widok. Dzisiaj ja Henryk Tadeusz (Tomasz) Rżniączka, już po odsiadce powinienem przeprosić tych obywateli Rzeczypospolitej ale mam to w dupie.

-.. ..- .--. .- 07.04.2026 18:48
Ja, Anna Aleksandra Rżniączka z domu Gwóźdź primo voto Romanek, obecnie niezamężna dopuściłam się podłego, niemoralnego czynu, pomawiając obywatelkę Krystynę Lemanowicz ze Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej o działanie właściwe dla tajnych służb przemocy i terroru. W książce „W szponach władzy” , której jestem współautorką i bohaterką fabuły, na stronie 42 napisałam kłamliwą informację, jakoby Krystyna Lemanowicz - wspólnie z niewymienioną z nazwiska koleżanką - 14 lipca 2005 roku znienacka zaskoczyła w domu pana Sylwestra Mitmanna, aby uzyskać od niego wiadomości o właściwościach osobistych Henryka Tadeusza Bromczy. Nie może to być prawdą, ponieważ ja uzyskałam od moich służb inwigilacji i prowokacji wiadomość, że te dwie osoby wcześniej umówiły się z panem Sylwestrem, aby porozmawiać o warunkach życia w Próchnowie. Nielegalna inwigilacja, śledzenie obywateli Rzeczypospolitej były i są rutynową praktyką naszych służb ochrony i przemocy, byłych esbeków, oficerów wsw i wsi. Takie informacje były możliwe do uzyskania w warunkach zastraszenia mieszkańców wsi w pobliżu zakładów należących do mojego Holdingu. Chętnie zatrudniamy ludzi operatywnych z doświadczeniem. Mając tę wiedzę, wydelegowałam dziennikarzy Tygodnik Nowy, którego jestem współwłaścicielką, by ci pracownicy - zależni ode mnie - zaczaili się w domu Sylwestra Mitmanna z urządzeniami utrwalającymi dźwięk i znienacka nagrali rozmowę Krystyny Lemanowicz i jej koleżanki z Sylwestrem. Nagranie udało się. Było spisane z nośnika dźwięku przez mojego, zależnego ode mnie redaktora naczelnego Tygodnika Nowego Mariusz Józefa Szalzajeb, bezprawnie upublicznione w Radio 100 i w Tygodniku Nowym. Jego nadawanie w mediach reklamowałam za pomocą plakatów rozlepionych na terenie kilku województw oraz przez wozy propagandowe z nagłośnieniem. Szczególną formą reklamy było zamieszczenie na pierwszej stronie Tygodnika Nowego zafałszowanego wizerunku Krystyny Lemanowicz zawieszonej na rzeźnickim haku. Na moje polecenie okładkę - kolaż wykonał redaktor naczelny, ten sam Mariusz Farmazon, co potwierdził własnym podpisem w tygodniku. Uczyniłam to świadomie z zemsty dla poniżenia Krystyny Lemanowicz, która była jednocześnie wolontariuszką Ruchu Przeciw Bezradności Społecznej przy Rzeczniku Praw Obywatelskich oraz jej koleżanki ze Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej, bo jej nienawidzę. Tym samym kłamstwem posługiwałam się w mojej korespondencji z najwyższymi czynnikami naszego państwa. Dzisiaj ja, Anna Aleksandra Rżniączka, powinnam przeprosić Krystynę Lemanowicz za moje niegodne zachowanie wypływające z niskich pobudek, ale mam to w dupie.

obserwator sempitern 08.04.2026 14:19
Dupiate te Rżniączki jak w rodzinie Kardashianów.

gerontokracja biznesu 12.04.2026 09:12
Nasza ulubienica madame Rżniączka nie jest aż tak dupiata, może teraz w stanie postkoncepcyjnym klimaksu dorobiła się dupska potężnego i woniejącego.

Le Man 01.04.2026 13:15
W pewnej wypowiedzi z roku 2012 Mariusz Szalbierz, lokalny pismak - żurnalista biadolił, że Lemanowicz magazynuje w swoim komputerze tysiące informacji, żeby móc posiłkować się nimi w dyskusjach internetowych. W tym orędziu Szalbierza jest delikt. Musiał nielegalnie zwiedzić komputer Lemanowicza dla ustalenia jego zawartości. Wiadomo, od dawna, że lustrował mieszkanie Lemanowicza na Wawelskiej w trybie białego przeszukania i zwiedzał nawet kibel. Szalbierz uważa w swoim prymitywizmie mentalnym wyartykułowanym we wspomnianym artykule, że pamięć i wiedza, to są jakieś przypadłości negatywne. Sam zaś wielbi w sobie dwie wartości: niewiedzę i zapomnienie.

Złotów 02.04.2026 20:41
"wiolonczela 2012-09-30 01:40:23 Słuchaj ojcze geja, nie wolno w imię nienawiści łamać zasad fair play. Prokurator musi zachowywać się zgodnie z prawem inaczej nie jest bandytą. Stawiam tezę że Ząbek zachowywał się jak faszysta sadysta. By mu wątroba strzeliła a bratu rak oko wpierdolił." Ten wzór cnót wszelakich dotknął prokuratora Kiełka (przezywany Ząbek). Autor musiał podsłuchać rozmowę z Krystyną Lemanowicz na temat choroby brata cierpiącego z powodu czerniaka oka. W serdecznym odruchu solidarności ludowej z cierpiącymi złożył życzenia, żeby rak oko wpierdolił. Data publikacji tego dzieła "wiolonczeli" sugeruje resztkową robotę Ceranowskiego

sitwa miejscowa 03.04.2026 11:39
To przerażające zjawisko skurwienia żurnalistyki gminnej północnej Wielkopolski. Tuzy tej patologii, to: Barabasz, Szalbierz, Noska, Zdunek, Ożarowski, Utkin, Kunicka, Ceranowski, Poch.

sodoma i gomora 07.04.2026 11:06
Rewelacje Gasińskiego po jego dwudziestoletniej odsiadce za bzdurne przewiny utwierdzają słuszność poglądu o skurwieniu - według nomenklatury marksistowskiej - tak zwanej nadbudowy, całych tabunów darmozjadów budżetowych, koterii sędziowsko-prokuratorsko-policyjnych, hejterskich trolli medialnych, podpierdalaczy i prowokatorów, przestępczych biznesmenów, sprzedajnych ministrów.

Checkpoint Charlie 08.04.2026 14:34
Gasiński wspomniał o dziennikarzu podstawionym do roboty agenturalnej dla uwalenia procesu Stokłosy w Poznańskim sądzie okręgowym. Miał on sprzyjających sędziów zainteresowanych tym samym. Nagranie w lutym 2012 rozmów sędziów w przerwie i ujawnienie ich dialogu dopiero we wrześniu czy październiku 2012, kiedy trzeba było wrzucić granat do szamba procesu dowodzi, że Ceranowski był czymś w rodzaju "tajemniczego don Pedro szpiega z krainy smrodowców". To Ceranowski był tym wspomnianym dziennikarzem w wypowiedzi Gasińskiego.

takie buty 08.04.2026 19:46
Gość bity i podtapiany na stawach w Smogulcu, to Wiński, kierowca ciężarówki farmutilowej. Woził indyki. Podobno przy jeździe 20/24 przysnął i nie zmieścił się pod wiaduktem, przywalił w element konstrukcyjny wiaduktu i pogubił ptactwo. Podejrzewano go o zmowę z amatorami taniego indyka. Gość był marynarzem, zamierzał wylądować na lądzie, miał dość rozłąki, rejsów. Po tym laniu w Smogulcu wrócił na morze.

co było 08.04.2026 20:15
NY: Panie Łukaszu, rozmawiamy dzisiaj w Stanach, powiedzmy, że w Nowym Yorku, o sytuacji w Waszej rodzinnej firmie Muraflit. Szczególny nacisk chciałabym położyć na zagadnienie bezpieczeństwa i organizacji służb odpowiedzialnych za właściwy stosunek pracowników do własności. To tak na początek. Kto rządzi w tym ważnym sektorze? ŁB: Do własności przywiązujemy wielką wagę. To podstawa. Mój ojciec ufundował, dla podkreślenia znaczenia własności w rozwoju cywilizacji łacińskiej, kamień chwały po wydarzeniach roku 2004, kiedy to ekipa dziennikarzy wrogich naszej firmie rodzinnej naruszyła nasz mir domowy. Ufundował, to za duże słowo. Ustawił i kazał przykręcić tabliczkę z napisem. Wydobyli go z ziemi ludzie przy kopaniu dołów na zdechliznę. To jeden z podsystemów utylizacji naturalnej. Do zapewnienia integralności terenu będącego w naszym władaniu stworzyliśmy system ochrony o strukturze, której całość zna na razie tylko ojciec. Ona, ta struktura, jest oparta na sposobie funkcjonowania rzymskich legionów. Są jakby trzy szeregi tego systemu zabezpieczeń. Piołuniak był szefem Stoneckiego, czyli Stonecki był zastępcą odnośnie całego Muraflitu. Oni też muszą być kontrolowani. Człowiek słaby jest. Targają nim różne emocje i porywy, pazerność ma swój udział w tym, że trzeba mieć na oku wszystko, każdy szczegół. A jeszcze sprawy damsko- męskie, majtkowe. Tam była taka scysja: Piołuniak podobno się księgową Bromczy - mego starego - dosyć blisko opiekował. Prezes Bromcza - tak go nazwę rodzinnie - wywalił go z zakładu pracy. Ale ten miał jakieś naciski na ojca, bo dostał pracę w Baraniorogach, czyli oni się podzielili. Stonecki został tutaj jako ochrona, a Piołuniak poszedł do Baraniorogów, czyli za Poznań. I prócz tych dwóch firm, czy raczej dwóch struktur bezpieczeństwa, które są obecnie, jest trzecia grupa. To pewniaki, najwyższa skala wtajemniczenia, trzeci szereg, ale tylko na telefon prezesa Tadeusza Bromczy. I ona przyjeżdża i może kontrolować ich, te dwie grupy i robić tego typu rzeczy z ludźmi, a więc bić, nie bić, stosować psychoanalizę według norm radzieckich. Normalnie oni robią wszystko to, co on sobie wymyśli. Na granicach prawa - ojciec tak mówi - ale to jest jeszcze gorzej, to nigdy nie jest na granicy prawa. Prawo, to on, król słońce, absolutna władza. Dziś bez immunitetu, ale przyzwyczajenie robi swoje. Piołuniak wrócił po jakimś czasie, bo on ma jednak jakąś tam bazę, ma firmę patrolową Rota, czy Czujka, coś takiego. Ma chyba na niego jakieś haki, ale też podobno jest szczerze przywiązany do taty, po prostu go kocha, jak pana. Wrócił, bo Stonecki ostatnio osłabł, jest mało wydajny. Może go tatuńcio wykopać, tak myślę, że już niedługo. Oni są pewni, bo nigdy nie są pewni, dnia ani godziny. Taki system jest, dobry. NY: Czy w tych grupach są jakieś kobiety, bo ludzie mówią o kobietach? ŁB: U Piołuniaka i Stoneckiego mogą być kobiety, natomiast w tej specjalnej grupie, tam są sami faceci. To są kaprale i inne szarże, przeważnie wysoko ponad podoficera, zdaje się, którzy gdzieś skądś z pracy wylecieli. NY: Czy wiesz o tym, że oni używali przemocy? ŁB: Przemocy używali, bo od tego są. Na pewno robili łomot dla Marka Laurowskiego. Zbili tak strasznie, że nie masz pojęcia. Jeszcze chcieli z niego zrobić „gumowe ucho”. Stary był pewien, że się przyzna do tego, czego nie zrobił. Takie cuda się tu dzieją, w naszym zakładzie pracy. Nazwisk dwóch innych osób nie pamiętam. Był również taki Piwski, marynarz. Mówił, że ma dość morza, chciał się zaczepić na lądzie. Żona, dzieciaki, wiadomo. Był kierowcą. Kiedyś wiózł indyki. Nie zmieścił się pod wiaduktem i przyczepa się wypięła. Wzięli go na rozmówki. Przez dwa dni go lali i podtapiali w Smokowcu, gdzie tatuś Bromcza i jego brat rodzony Stefan mają stawy rybne. Na takim stawku można popływać, jak na Pacyfiku. Chłop był tak zbity, jak Chrystus na Golgocie. Odpuścił sobie. Wrócił na morze. NY: Porozmawiajmy jeszcze na temat pobić i wymuszeń. Słyszałam, że są w Kadawrzewie takie sytuacje, że ktoś kupi samochód nowy czy używany, od razu jest podejrzewany, że kradnie i ma robioną rewizję. ŁB: A jakże. To oczywiste. W naszym terenie działania nikt nie może sobie robić, co chce. Musi być porządek. Jak ktoś wyłazi ponad stan, to jest podejrzany. NY: Wiesz coś o takich sytuacjach, że rewidowali komuś gospodarstwa? ŁB: Wpadali, grupa Stoneckiego, czy Piołuniaka, albo razem i sprawdzali paliwa do ciągników rolniczych, czy na czerwonym paliwie jeżdżą, paszy czy nie mają za dużo, albo warchlaków. Przedtem byli bici, jak nie chcieli na teren swojego gospodarstwa wpuścić. Grupy zabezpieczenia zakładu, tak to nazwijmy, wchodziły „na żywca”. Bo chłopcy czuli się bezkarnie odnośnie tych rzeczy, tych wizyt gospodarskich, niezapowiedzianych. Oni jak sobie kogoś tam wymyślili, jechali z nim „na wydrę”. Tatuś, jeśli kogoś przyjmuje, to już z założenia ma go za złodzieja. NY: Jak on traktuje ludzi w pracy? ŁB: On jest teraz mało dostępny dla ludzi tych od obsługi bezpośredniej w zakładzie, kiedyś była garstka osób, jak ja byłem zielony i młody, to było jeszcze w miarę. A na dzień dzisiejszy on tylko dyryguje. Czyli naciski robi na kierowników, kierownicy na ludzi, to jest po prostu obóz. Obóz pracy. Ludzi się wyrzuca, nie patrzy się czy jest jedynym żywicielem rodziny, czy dzieci będą płakać, jak rzecz.. Na to nikt nie patrzy. Miałem tego dość, ale go rozumiem, a jak się zastanowić, to trzeba trzymać to wszystko za ryj, kurwa. NY: Czy przestrzegane są przepisy prawa pracy? ŁB: No, co Ty? „Przepisy prawa pracy, które to nasze państwo, nasz rząd ustalił, to ustalił dla kraju i dla niektórych ludzi, a ja w swoim zakładzie pracy ustalam własne przepisy” – tak powiedział ojciec, było to dawno powiedziane, po senatorsku. I według swoich przepisów postępował. Jeśli ktoś się postawił, od razu został zwolniony. Reszta jest cicho. Na zasadzie, że nie daj Boże się wychylić, bo od razu do księgowości po świadectwo pracy i zwolniony. NY: Zwykle człowiek pracuje osiem godzin, a jak jest u niego? ŁB: Powinien, Powinien. U niego, starego: piętnaście, szesnaście. Niektórzy kierowcy nie wracają do domu po tygodniu, po półtora tygodnia. Przyjeżdżają, robią rozliczenia, rozładunek. Rozliczali się z pieniędzy, bo kiedyś dostawali pieniądze, ale teraz jest inaczej z kasą. Trzy, cztery godziny pośpią na terenie zakładu, byle jak w kącie. W tym czasie księgowa robi rozliczenia, zapisuje. Tankowanie i z powrotem w trasę. U starego nigdy nie były przestrzegane godziny pracy. A kierowcy śpią i jadą. NY: Ile kierowca pracuje godzin miesięcznie? ŁB: Ponad 300, 320. NY: Czy byliście kontrolowani przez policję? ŁB: No jasne, że tak. Tato za wszystko płacił. Kierowcy tylko zbierali punkty. Punkty karne, nic więcej. Na głównych trasach, na gigantycznych rzeźniach jest wszystko opłacone. Nawet służby Kontroli Ruchu Kołowego w ogóle nas nie kontrolują. Wszystko jest opłacone z góry. Jeżdżą kierowcy, przecież oni wiedzą, że jadą z materiałem niebezpiecznym, powinno być na wozie przynajmniej dwóch kierowców, takie są przepisy, żeby można było pracować non stop. Nikt tego nie przestrzega. Wszyscy są opłaceni. Tylko jest napisane Muraflit wszyscy przejeżdżają. Ładunki bardzo często przekraczają dopuszczalną masę całkowitą pojazdu z przyczepą, z kierowcą włącznie. Po osiem, dziewięć ton jest przekroczony ładunek, od zawsze. Tam tego nikt nie przestrzega. To jest inny świat. On wszystko załatwia. Firma, to on. Przyjrzyj się, wszystkie samochody, autobusy, cysterny, nawet kontenery na śmieci są opisane wielkimi literami: Tadeusz Bromcza. A logo firmy? Takie zakręcone, nieczytelne, blade. Jak kto nie ma wprawy w czytaniu, a takich jest większość w naszym kraju, to nie rozszyfruje, co się kryje pod tymi splątanymi literkami. Natomiast Tadeusz Bromcza wyraźne do bólu. To się wcina w te biedne głowy na amen. Tadeusz Bromcza, koniec świata. NY: No dobrze, ale kiedy jest tak, że on wszędzie się opłaca, to czy jemu się to opłaca? To opłacanie też ma jakieś granice, bariery zdroworozsądkowe? ŁB: Ekonomia jest taka, że jak wieziesz ładunek, którego koszt transportu, gdyby te ścierwo wieźć zgodnie z ładownością, jest dodatkowo tysiąc, a ty dajesz łapówkę dychę, to się opłaca. Tu nie ma nic za darmo. Kasa rządzi. NY: Czy prawdą jest to, że szef, jak jest, wpada do zakładu po południu i zwalnia ludzi po pijanemu? ŁB: On nawet nie musi być pijany, po prostu ma kaprys i ktoś mu się nie podoba, bo w danym czasie czegoś nie wykonuje, to on go wywala. On się go pyta:, „Co pan robi? Na jakim stanowisku pan jest?” Na takim i takim. „Co pan tu robi?” I jak mu się źle wytłumaczy, to po prostu mówi: „Pan pójdzie do księgowości i pan już nie pracuje”. Jak to słyszy reszta no, to wszyscy się trzęsą i mocz trzymają albo leją po nogach, bo się boją wyjść, jak on jest na obiekcie produkcyjnym. W firmie są robione polowania na ludzi, na wyrywkowo, jak w totku: Padły dzisiaj następujące numery: taki i taki. Ojciec wchodzi i tego, i tego należy wyrzucić, pokaże palcem! Albo rozstawia, przestawia: Taki ten tu za długo pracuje, już jest za mądry. Na inne stanowisko są przerzucani, żeby nie wiedzieli, jaka jest sytuacja. Rzeźnia, to w ogóle jest historia, tam to się różne rzeczy dzieją. Nie wiem, czy są jeszcze deputaty, po tym, jak przegrał senatora? Co się ludziom daje? Są kurczaki, zielone ze spadów, płuka się w jakimś roztworze i to ma iść do ludzi naszych zakładowych, czyli na deputat. Najgorsze ścierwo zawsze jest wydawane na deputat dla ludzi. Była taka pani, dość dawno, która powiedziała: Szefie nie można tego dawać. Była kierowniczką tego działu, który deputaty wydawał, Magdalena, niziutka, jak się wjeżdża do Brodzianki, to willa zaraz po lewej stronie. Ona teraz w Tartacznie pracuje. Ona też dużo przeżyła przez to, że się postawiła. O ten deputat ją Bromcza wyrzucił. Bo ona biorąc towar na deputat brała wszystko bardzo dobre i on swego czasu wpadł i „Co to jest? Co to jest? Co to jest? – ma taki nawyk w wypowiedzi, że zawsze trzy razy powtarza - to ma iść do sklepu, a te pozostałości z poniedziałku - czyli te wszystkie zrzuty, które przywożą samochodami - to ma iść do ludzi na deputat”. A ona mówi „Ja tego nie dam, bo to jest zepsute” On: „Proszę tak zrobić, żeby to wszystko było umyte i to ma iść do ludzi, do ludzi, do ludzi”. A ona powiedziała, że nie będzie tego robiła w życiu, to jej powiedział: „Proszę iść do kadr i się zwolnić”. Tak ją załatwił. Tu jest wiele machlojek. On jest jak Dyzma. Ja myślę, że tak robiąc osłabia ducha i siły ludzi. Przecież oni to muszą przerobić w swoich brzuchach, te toksyny i syf. Pierdzą, jak konie po świeżej koniczynie. NY: Pan prezes Bromcza trzyma zwierzynę płową. Czy tam się odbywały polowania? ŁB: Jak sobie popiją, strzelają do dzików, do wszystkiego strzelają. Swojego czasu kupił jelenia Kubę z zoologu. Kuba zaatakował Cecylię drugą żonę, moją macochę. Poszedł do domu po pistolet i zabił, tego Kubę, na jej oczach. Kórtka go trzymał za rogi i się z nim mocował. Kórtka to jest prawa ręka tatusia, ten z Oświęcimia. Jest nadzorcą, nie wiem, czy bywa, czy nie bywa, czy żyje. On między innymi rzeźnie załatwiał w Oświęcimiu. Kilkanaście samochodów było danych do roboty na tym terenie Oświęcimia. Nie wiem, czy mu wyszło, ale on, ten Kórtka chciał coś też ukręcić dla siebie. Takie mam doniesienia od moich zaufanych. Jeszcze ma syna stamtąd w naszej firmie. Samochody zwoziły stamtąd padlinę na jedno miejsce, pewnie gdzieś na polu. I tam przyjeżdżają dwa duże, nasze samochody- kontenery. Kiedyś wszystko leżało na polu, przyjeżdżał dźwig i ładował to ścierwo cuchnące, buzujące, jak świeże wino, czy wstrząśnięty browar, kapiące i kipiące zdechliną. NY:Głośno jest w tym okresie o zadołowaniu jakichś zwierząt, które popadały w czerwcu, lipcu. Jak to jest, tak naprawdę? ŁB: To, co opisujecie i macie zamiar opisać odnośnie padliny, to jest fakt. W lipcu ojciec sam pokazywał, gdzie mają zakopywać, na tym polu koło drogi, tego nie ukryje. Wszędzie leży tego ścierwa. Od lat ziemia jest struta i chora. Tymi szambami, nie szambami, padliną, sadzą ze starej kotłowni. Mimo, że jest utylizacja, szamba wylewa się na ziemię. Te wszystkie wirówki, które przyjechały ze Szwecji, Szwajcarii, czy skądś tam, wszystkie się one tutaj zapychają, a koszty tych filtrów i innych są znaczne. Jak się na wszystkim oszczędza? Na przykład; przy za niskiej temperaturze rośnie lepkość, wypadają z roztworów substancje stałe, rwą się sita i dupa zimna. Prezes Bromcza – pieprzony sknerus nie rozumie tego, przecież inżynier, a nie potrafi liczyć dalej niż do końca nosa. Taką ma perspektywę. Mimo, że są dotacje. On dotacje dostaje, tam są pewne sytuacje ukrywane, przychodzi żywa gotówka, a ścieki i tak są wylewane w pole! To jest interes! NY: Dlaczego tak śmierdzi w okolicy zakladu? ŁB: Kiedyś był zbiornik z tyłu zakładu, za utylizacją. Miał ok. 60 tys. litrów pojemności. W mieszadłach jest podawana sucha para przegrzana do napędu ślimaka. W zbiorniku, tam gdzie się przeprowadza utylizację w środku chodziło to mieszadło - podajnik, napędzane suchą parą, od 180-220 stopni. Ta para oddaje energię i się skrapla, idzie rurkami do tego zbiornika. Wracam do tego mieszadła, jest tam taki autoklaw, tam też są rurowe wymienniki ciepła. Te rurki przechodzą przez skraplacze i w tym zbiorniku dużym 60 tys. litrowym gromadzi się woda. Woda jest gorąca, prawie, że wrzątek. Tą wodą gorącą zmywa się samochody wożące padlinę. Ta woda idzie w kanał, ona na pewno nie trafia na oczyszczalnię ścieków. Lecą te trupie jady prosto do rzeczki, do kanału z pominięciem oczyszczalni. Jest też dodatkowe zanieczyszczenie środowiska. Ta woda ma podwyższoną temperaturę. Wlatując do małego strumyka zmienia znacznie środowisko, bo dyssypacja ciepła jest utrudniona w małych zbiornikach. Wracam do tego, dlaczego to śmierdzi. Swego czasu przed tym skraplaczem był jeszcze jeden zbiornik, o grubości blachy 30-40 mm i to rozwaliło z jakiegoś powodu. Czy gdzieś po drodze rurki się przytkały, ciśnienie wzrosło w tym zbiorniku, może był gdzieś wadliwy spaw? Wypadki i katastrofy zawsze są skutkiem złożenia się kilku niekorzystnych czynników. Tak musiało być i tym razem. Dość, że pierdolnęło i szczęście, że tam nie było kierowców, bo byłyby ofiary śmiertelne. To było gdzieś w 1993-94 roku. Ja byłem szczaw, ale dobrze to pamiętam. I wtedy nie śmierdziało, nie aż tak. Ten zbiornik spełniał jakąś dodatkową funkcję, coś istotnego, jakiś separator to był, czy co? Stary Bromcza stwierdził, że koszt naprawy byłby ogromny i po prostu omija ten problem. Idzie to w nocy, ten zapach - odór, który smrodzi w Tartacznie, jak wiatry są nieprzychylne, ze wschodu na zachód. Tylko, że sprawa wraca. Ci tak zwani ekolodzy, chociaż według mnie to zbiorowisko patałachów, jednak wymusili, że musimy instalować urządzenia, co da pewien efekt pozytywny dla środowiska, szczególnie powietrza. To kosztuje. Wtedy też kosztowało, ale świat idzie po cienkiej linii ekonomii, zysku, a z drugiej strony świat jest jeden. To stary musi zrozumieć. Ja go namawiałem na to, że należy nowy zakład tak przygotować, żeby nikt się nie mógł przyczepić. Ale on ciągle jeszcze liczy na stare układy. I one są. To się łatwo nie rozpadnie. NY: On wyłącza te filtry? ŁB: No właśnie, kurwa, tatunio wyłącza wszystko, żeby oszczędzać, bo porządek jest zbyt drogi. Non stop jest to robione. Rozłącza filtry i wirówki na utylizacji i przy ściekach, koszt obsługi filtrów jest zbyt duży dla niego. To idzie tylko na pokaz, kiedy wie, że jest inspekcja i jest to włączane, a inspektorzy widzą, że wszystko jest w porządku. A jak odejdą, to idzie telefon: „Wyłączyć wszystko”! Taka jest zasada, ale ta zasada jest z głębokiej komuny i przestaje być. Nie ma już 20 -tego stopnia zasilania. NY: Czytałeś artykuły. Czy Cię to dziwi, to bicie, obcinanie palców? ŁB: Bicie pasami i kopanie, wspomniałem Ci o tym Marku Laurowskim. To mnie w ogóle nie dziwi, bo to było i jest na porządku dziennym. Ale ludzie się bali o tym mówić. Natomiast Laurowski powiedział o tym innym, że ta sytuacja go spotkała. Jeszcze wstawiał się za paru kolegów. Czyli oni się zebrali i zaczęli sobie opowiadać. To niebezpieczne jest dla firmy, bo wygląda na związki zawodowe. Tak one się tworzyły kiedyś tam. Historia się powtarza. Nie można sfolgować, bo chwila nieuwagi i jesteś za burtą. Ta spec grupa, ten trzeci szereg, czy odwód, jak ich tam zwał, tych robotników w taki, a nie inny sposób traktowała. Taka funkcja konieczna jest i dlatego się płaci i się opłaci. Z tym chłopakiem, co mu odleciał palec, to było niepotrzebne. On nie był od nas z zakładu, tylko mieszka na terenie oddziaływania naszej firmy. Mogli tam być za pierwszym razem na rozpoznaniu Piołuniak ze Sławkiem Hinduskiem – moim przyszywanym niby bratem, który rządzi w tym miejscu. Na egzekucję pojechał sam Piołuniak, zabrał wykonawcę z Poznania,i puścił go samego z zadaniem. To gość z trzeciego szeregu, specsłużba po weryfikacji. Dwóch, to za dużo do takiej roboty. Dyskrecja to podstawa, a wtedy rozeznanie było już pełne, że chłopak jest. Ja się nie podpisuję pod tymi metodami i u mnie Piołuniak by wyleciał pierwszy. A stary to uwielbia. Lać i pytać, pytać i lać! Teraz w Baśkach chyba nikt nie pójdzie kraść do gorzelni. Ta sprawa opisana w prasie o biciu złodziejaszków węgla z Chudoby, to jest stała metoda. To jest przesłuchanie trzeciego stopnia, dojrzewalnia w garażu. NY: Wracając do Marka Laurowskiego, czy było widać, że Laurowski był pobity? ŁB: Było widać? Ja osobiście nie widziałem, bo dawno to było, ale mam swoje wtyki też i oni mi donosili także o starych zdarzeniach. Mam raporty pisemne, co podają, że był pobity, wystraszony, opuchnięty, sińce na nogach, skopaną dupę. Swego czasu była jeszcze inna historia, której nie zapomnę, ktoś doniósł staremu Bromczy, że kradną paszę. Ojciec zrobił samosąd, pozamykał ich w magazynie, tam mieli dotąd siedzieć, dopóki się nie przyznają i nie wskażą prowodyra. Nie zadzwonił na policję, jak powinien, on ma swoje po prostu założenia zakładowe. Dyktuje, co mają pisać, do czego się przyznać, albo Piołuniak każe, co ma być w oświadczeniu o przyznaniu się. On nie chce, żeby coś wyszło na zewnątrz, poza zakład, bo obawia się dziennikarzy i rozgłosu. Ma być po cichu. Ale robi błędy i niektórzy mu zrobią koło pióra. W dzisiejszych czasach nie trzeba zamykać, dołować gdzieś podejrzanych, bo cię oskarżą o uwięzienie. Wystarczyłoby posadzić na korytarzu. Drzwi otwarte, ale brama zamknięta. Takie przepisy. Ja cię nie zamykam, a i tak nie wyjdziesz. Przegina stary, bo stary. Człowiek, który dostanie, a się nie przyzna, to natychmiast się bierze go i przestawia na swoje tory, proponuje mu się wypłatę na lewo miesięcznie do ręki pieniądze, bo on więcej widzi niż właściciel firmy tatuś prezes Bromcza. I go próbują jego psy przerobić na donosiciela. Takich ludzi jest wielu. Takich, którzy zostali zbici, nie przyznali się, ale w domu jest bieda i poszli na taki układ, bo się ich wtedy straszy, że będzie zwolniony i nie będzie miał nic. A niektórzy, tak jak ten Marek Laurowski, nigdy w życiu nic nie ukradł. To służby dały ciała, z rutyny i w ciągłej pogoni za wynikiem. Po prostu jak się nie ma wyników, to taka służba detektywistyczna, jak się to szumnie nazywa, musi się do prowokacji posuwać, żeby coś było, żeby stary sknerus widział, że się pracuje. Tak, to jest oparte na przemocy, strachu, jeden drugiego naciska, a ludzie na tym niesamowicie tracą. NY: Znaczy firma jest oparta na strachu? ŁB:. Na bardzo dużym strachu. To podstawa działania. Stary steruje rynkiem pracy w tym regionie. Każda oferta inwestycji zwiększającej poważnie zapotrzebowanie na pracowników idzie najpierw do senatora. On wyznacza, kto ma być. A ma być Muraflit i długo, długo nic. NY: Gdyby grupa detektywistyczna nie miała wyników, to też byłaby zwolniona? ŁB: Hipotetycznie taka sytuacja jest do wyobrażenia. Ale się starają, żeby byli złodzieje. Na pewno parę osób zostało by wtedy zwolnionych. Bo oni są w tym momencie niepotrzebni. Jeśli nie ma złodziei i nikt nie kradnie, to po co taka grupa? I Bromcza – sknerus wymienia ich od razu. Tacy ludzie nie pracują po 300 godzin. Oni są non stop w odwodzie, tylko czekają, żeby się coś udało. Niektórzy chcą się jeszcze dorobić na boku, sami kradną. Tak przynajmniej twierdzi ojciec, że nie można popuszczać. Dlatego jest ten trzeci odwód, tych do specjalnych zadań, na telefon od taty. U nas trzeba iść innym krokiem do pracy, jak junak. Jak idziesz za wolno, to już nie masz chęci do pracy. Tak myślą te psy od Piołuniaka i Stoneckiego. Oni jak cię poklepią po plecach, to dlatego, żeby zobaczyć, czy jesteś spocony. Stara amerykańska szkoła od Forda. Pracownik suchy, to leń. Od razu jest naciskany. Tutaj jest wszystko na zegarek obliczane. Nie ma czasu. Człowiek, kiedy jest na linii, musi mieć zastępstwo kogoś, kto wskoczy na miejsce jak trzeba się załatwić. Nie daj Boże jakby prezes tatunio zobaczył, że idziesz, pyta: ile razy pan już był się załatwić, proszę pokazać kieszenie? Byłeś w nieodpowiednim momencie w nieodpowiednim czasie? Jesteś zwolniony! Taki reżim. NY: A choroba? ŁB: Choroba nie wchodzi w rachubę. U nas jak człowiek choruje, to jest od razu wykreślany, kasowany automatycznie. Chory pracownik, to dla nas duży kłopot, a jeszcze chory na jakieś choroby grożące długim zwolnieniem, jakieś zasłabnięcia, złamania, upadki z uszkodzeniem, wypadki przy pracy, skaleczenia. Skaleczenia w naszej specyficznej branży bardzo łatwo ulegają infekcji. Potem skutki bywają bardzo ciężkie. Taki pracownik jest prowadzony w ten sposób, by wyeliminować go i wymigać się od odszkodowań itp. Wywozi się takiego za zakład, żeby nie w zakładzie, żeby w domu, na ulicy, ale nie w zakładzie! Tak się robi, bo... Chyba, że jesteś pracownikiem z długim stażem i jesteś na takim stanowisku, że mógłbyś po zwolnieniu ojcu nabroić, to wtedy zostaniesz. Ale jeśli jesteś zwykłym pracownikiem, to jesteś wyrzucany. Żeby zastraszyć innych ludzi. To jest taki bat. Bo jeśli zwolniono kogoś, kto nic nie zrobił, a tylko źle się poczuł, to reszta ma się pilnować. Porządek musi być. Koszty zawyżają. Przecież firma, to nie ochronka. NY: Tam jest lekarz zakładowy i pielęgniarka.. ŁB: Pielęgniarka jest opłacona i tak jakby badała szczura za ogon, rusza się, znaczy żyje, oddycha i następny, jesteś zdrowy, czasem nawet stetoskopu używa, ale zawsze zdrowy. Tam jest hurt zdrowotny. NY: A doktor Lew Kagańczuk? ŁB: On jest kupiony przez mojego ojca, Tadeusza Bromczę. Dla niego każdy jest zdrowy, a jak jesteś chory to musisz być zwolniony. Właściwie, to on nie leczy, tylko uznaje, że jesteś zdolny do pracy. Anemików u nas nie ma. Wybieraj. Albo choroba, albo praca. NY: A z tą padliną? To się często zdarzało, że ją dołowali? ŁB: Przecież moc przerobowa była taka a nie inna, a padlinę zwożono setkami, tysiącami ton. Jak burze były, to nie szło tego przerobić. Te zwierzęta puchły. Procesy gnilne jak się zaczną, to dodatnie sprzężenie zwrotne, to się samo napędza, nie można tego stłamsić, przyhamować. Te mokre zwierzęta, nadymane gazami rozkładowymi były zakopywane pod ziemią. I wodami gruntowymi to wychodziło i dalej będzie truło i wyłaziło. One nawet czasem same się wyflotowują spod ziemi i jak były zakopane na metr, po jakimś czasie są pod samą powierzchnią, jak nie pękną. Tylko oczywiście weterynaria państwowa, brała pieniądze i przymykała oczy. Można sprawdzić, chyba, że jest to ukryte. We wsi Fordzianka poszły ścieki z pól wokół jeziora. Jakiś gość miał agroturystykę, wszystko umarło, wskaźniki zanieczyszczenia wody ponad sto razy przekraczały normy polskie. Facet padł, jak kawka. Procesuje się o odszkodowanie, ale prędzej wyschnie Wisła, niż sprawa się zakończy. To ciągną nasi ludzie, chyba z sześć lat. Drugi raz to samo jezioro zatruliśmy dwa lata później. Wyginęły wszystkie ryby, szczególnie różanki. One są pod ścisłą ochroną gatunkową i tu może być kłopot. Wylaliśmy świeże ścieki na pole w takiej ilości, że nie zdążyły wsiąknąć i zalały całe podwórko u jednych ludzi we wsi Porodowo. Musieliśmy im wozić wodę do picia, bo studnia też była struta. Na Równołące, tam gdzie sobie wędkarze zrobili jezioro, wodami gruntowymi ten syf wypływał i zatruliśmy jezioro. Można to sprawdzić u wędkarzy. Ja nie wspominam już o jeziorze Snopcze, bo nawet mi jest żal. Ruina, gnój. Tam kiedyś sam się kąpałem. Teraz strach zanurzyć but. Do dnia dzisiejszego, rurociągi są tak skonstruowane, że wiele rzeczy, urządzeń tworzących koszty jest omijanych, co czyściejsza woda idzie bezpośrednio do strumieni. Sanepid ją bada wtedy, kiedy stary ma na to ochotę. Bo na 100% wtedy jest czysta. Wtedy wkłada do strumienia karpie, od lat tak robi i od lat ci, którzy chcą się nabrać, nabierają się. Żeby jego ludzie robili zdjęcia, że to jest czyste i prawdziwe. Ten hipokryta to tak nazywa, naturalny barometr. Jak pływają karpie, to jest woda zdrowa. Te karpie były wrzucane tylko na pokaz, jak jest wszystko pozakręcane, dla sanepidu i innych ludzi. Karp jest tani, a porządek drogi. To jest fałsz niesamowity, ciągle skuteczny. NY: Dlaczego tak jest? Jest policja, Sanepid, inne służby.. ŁB: Policja jest skorumpowana, ludzie na najwyższych stołkach, nie zwykli policjanci, sama góra. Nawet wiemy, kto jest z agentury i go obrabiamy, wpuszczamy maliny. NY: Brali udział w jakiś przyjęciach? ŁB: Gumowe ucha nie. Góra bywa często zapraszana na przyjęcia i polowania do jaśnie wielmożnego senatora Tadeusza Bromczy, mojego tatusia. Dokoła Kwakowa po lasach, zagajnikach można bardzo często ich zobaczyć jak leżą głową w sałatce, bo już nie dają rady więcej wypić. Wiesz, jak facet jest dla przykładu nieprzekupny, taki twardziel Chuck Norris z przeceny, bierze się go na początku na jakąś imprezę i zaczyna temperować. Żarełko, wlewamy wódeczność, a jeśli sobie nie radzi z alkoholem, to można mu zrobić ciekawe zdjęcia i wtedy przechodzi na naszą stronę. I jest taniej, bo sra w portki ze strachu. NY: Skąd można wiedzieć, że on tę padlinę tak długo zakopuje? Widziałeś to? ŁB: Tak oczywiście i wiem jaka jest procedura. Swojego czasu było tyle i tyle kotłów, bo to się nazywa kocioł, tam gdzie przechodzi ten proces utylizacji, odtłuszczania, wyciskania, suszenia itd., i tam nie można więcej zutylizować niż, jak aparaty dadzą radę. Przywoziło się jakieś 30-40% więcej padliny niż była możliwość przerobu kotłów. Zimą to wszystko jeszcze wytrzymywało. Mróz zamroził, ale też jest koszt z odgrzewaniem mrożonek. Technologia jest opracowywana bardzo szczegółowo i muszą być utrzymywane ścisłe parametry procesu. Inaczej zawsze coś się zatka, wysiądzie, pęknie, podajnik się zatrze. Jest wiele możliwości. Odgrzewanie, to koszty, dodatkowe koszty. Nic nie ma za darmo, cholera. Część tej padliny dociągała do wiosny, kiedy słońce samo rozmroziło. Ale lato, było na ogół tragiczne dla Muraflitu. Jak stary widział te kupy, zwały padliny, resztek, to było hasło, grupa ludzi przychodziła i tak jak Ci mówiłem, pod lasami wszędzie dziury wykopywali i wrzucali padlinę, resztki z ubojni trzody, kurczaków i inne ścierwo. NY: Czyli zakopywali zaufani? ŁB: Przecież nie weźmie się żółtodzioba z placu. Oni trochę więcej dostają pieniędzy. Jeżeli coś by było nie tak, to Mikołaj Ambrożewicz mówił swoją przestrogę - przepowiednię: „Do siódmego pokolenia będziecie prześladowani! Nikt nie będzie przyjęty na terenie zakładu i nie wiadomo czy jeszcze w obrębie Tartaczna”. Mikołaj Ambrożewicz cytuje pewnie manifest ukochanego szefa. Sam za głupi, aby coś wymyślić biblijnego. Wiem, że mój stary ukochany też nie jest za mocny w literaturze. On mi opowiadał, że jego mistrz Kowalski, szef partii, który rządził na początku województw, tych małych, jak mu ktoś podpadł, darł się na takiego: wykopię cię kurwa za granicę mojego województwa i nigdzie roboty nie znajdziesz. A bezrobocie działa. To się nazywa solidarność strachu. Wszystko tu jest na strachu. NY: On ma takie układy, że może zadzwonić do niezależnego od siebie zakładu i poprosić o zwolnienie, albo, żeby kogoś nie przyjąć? ŁB: Pewnie. Jest tam grupa w personalnym, czy w księgowości, to są jakieś trzy, cztery osoby. Kiedy wydawane jest świadectwo pracy, ktoś delikatnie wypytuje, a on sobie nie zdaje sprawy: Gdzie pan idzie do pracy? Dla niego nie jest to istotne, jest zdenerwowany, panika w oczach, a one wypytują takim słodkopierdzącym głosikiem, że niby takie współczujące. To przeważnie baby są. I mają gościa na widelcu. Jak tato pomyśli, żeby komuś uprzykrzyć, to zadzwoni tu i tam, i basta. NY: Dlaczego fotografują ludzi, którzy protestują przeciwko niemu? ŁB: Te fotografie, teraz na cyfrówce wkleja się na komputery, do bazy. Kiedyś w momencie te zdjęcia były rzucane na stół. Jest grupa bardzo starych pracowników, którzy rozpoznają protestujących, jest weryfikacja. Jeśli dana osoba pracuje, to jest do zwolnienia. I na tej zasadzie eliminuje się ludzi, którzy są niewygodni, czy to politycznie, czy ogólnie za całość. NY:. Czy ludzie prezesa Tadeusza Bromczy muszą na niego głosować? ŁB: Nie zadaje się takich pytań. Nie daj Boże, jakby nie głosował taki pracownik. Ci z biur, głosują bez dozoru. Kasa rządzi. Jak się dowie czegoś nieodpowiedniego o kimś, jest wtedy mowa:„W tym momencie współpracować nie możemy, nie możemy, nie możemy”. To są jego słowa. Jest lista wewnątrz zakładu, leży na dyżurkach. Kierownicy działów roznoszą i każdego po kolei wołają z dowodem osobistym i muszą się wpisywać i podpisywać własnoręcznie. Te listy są pożyteczne w różnych konfiguracjach. Można tym manipulować, jakieś poparcia, albo protesty. Wpisują też osoby pełnoletnie z rodziny. Tak to u nas jest zorganizowane. Służby wewnętrzne analizują gdzie ile było oddane na tatę, jaki odsetek i wnioski, czy przypadkowo nie za mało. Dobrze jest. Myślałem, że sam będę z tego brał przykład dalej, bo też uczestniczę we władzy gminnej. Stary Bromcza jest już stary. Ale na razie jestem tu. NY: No, ale samo głosowanie jest tajne. ŁB: Ale większość tych ludzi w komisjach wyborczych to ludzie nasi, oddani pełni wiary i nadziei. Oni tam pilnują. A ci wyborcy nie wiedzą, że nikt ich nie widzi. Myślą, że widzi. NY: Czy to jest możliwe, że ma dostęp do spisów wyborczych w danej gminie, czy miejscowości i jeśli nie uzyska wymaganego procentu głosów, który wynika z tego spisu to zapowiada, że nie będzie skupował świń od rolników w tym miejscu? ŁB: Świnie to sprawa drugoplanowa, bo świnie zawsze jednak ktoś kupi. Może być taka sytuacja, że będzie wymiana sołtysa, to popycha swojaka. Jak on nie ma żadnego wpływu na ludzi, grozi, że przestanie dotować szkoły. Bo to jest takie mydlenie oczu z tymi dotacjami, koloniami w Kadawrzewie dla dzieci z ubogich rodzin. Ja osobiście tych ludzi widziałem, te biedne dzieci. Woziliśmy je naszym autobusem i wiem jak to jest. Oni się cieszą. Dzieciaki na luzie. A kasa z agencji do kasy. Czysty szmal. NY: To znaczy jak? ŁB: Bierze się te dzieci, z tych domów biednych. Kolonie dla tych dzieciaków to jest luksus, a dla starego, żeby to ładnie było opisywane w gazecie, ładnie wyglądało z pozycji czytelnika jest ważne. Jak się kolonie kończą, to dziecko dostaje dobrą paczkę i co taka rodzina może o panu Tadeuszu Bromczy powiedzieć? Wziął dziecko i się zaopiekował, i dał paczkę. Tak ludzie są kupowani. Tak kupowane są głosy. I to na wioskach robi wrażenie. To jest mydlenie oczu, bo w naszym zakładzie nie ma nic za darmo, a pieniądze z agencji dostawał cały czas. NY: Nikt z Muraflitu nie chodzi już od dawna do baru Dolores. ŁB: Tak, bo ukochany tatunio powiedział swego czasu, że jak kogoś zobaczy, że z tego baru wychodzi, to jest zwolniony. To było już od dawien dawna. Celowo to robi, żeby zniszczyć tę Dolores. Zbił tak ceny w naszym barze na rogu, do absurdu. Przecież tam piwo za grosze można kupić. Ona musi wszystkie podatki, opłaty robić, za ziemię i inne. A my gdzie mamy niesamowitą liczbę obiektów u siebie postawionych, nie płacimy podatków. Stary lis nie płaci nic. Tak wystraszył tutaj wszystkich ludzi w Kwakowie, w gminie. Ze wszystkiego zwalniają go, bo jak nie, to: „ 500 ludzi wyślę na Kuronia, na Kuronia, na Kuronia”. Tak im powiedział i to działa teraz i zawsze i na wieki wieków. Proste rozwiązania są najlepsze, a bezrobocie jest proste. I czemu ona płaci, a Bromcza nie? Też by się mogła rozwinąć. Tej Dolores podkłada kłody ze złości. Zawzięty jest, jak rosomak. NY: Powiedz, dlaczego ludzie, których Pan prezes Bromcza przywozi, kiedy protestują inni, są w stosunku do nich agresywni? ŁB: Jest pewna grupa ludzi, jak w Kwakowie w sierpniu, z grupy detektywistycznej, przebrani za robotników. Aktyw robotniczy ha, ha, ha! Przeważnie przyjeżdżają na bombce i drobnej zagryzce. Są rozdrażnieni, jak to chłopy po za małej wódce, zawsze jeden krok od mordobicia i są niekulturalni, chamy po prostu. Tak też było i z tymi dziennikarzami. To mogli też być ci, co montowali naprędce te znaki zakazu, szlaban. Bo tam żadnych znaków nie było. Nie było, bo teren nie jest nasz, prywatny. Faktycznie reporterzy mogli tam wejść, bo nie było żadnych zakazów, tablic. Montowali płotek i znaki, jak już dziennikarze byli na tym terenie. Wyrabiali się na drugą bombkę, na drugą nóżkę. Tu często jest tak, że wódka rządzi. Ale cwaniak nie przewidział, zadarł z pisarczykami, i przerżnął, i narobił sobie do butów. Nie chciał ich wypuścić, bo niby musi dezynfekcję przeprowadzić. To był błąd, bzdura. To zmierzch starego Bromczy. Sytuacja go przerosła, zdurniał w tym Senacie. Zagubił miarę. Taka jest moja ocena, ale on nikogo nie słucha. Trzeba go spacyfikować. Dlatego tu jestem z daleka i myślę. NY: A takie dezynfekcje są rzeczywiście przeprowadzane? ŁB: Nigdy w życiu tam żadnej dezynfekcji nie było. Ja miałem dezynfekcję ostatnio, jak mi zakraplali azotan srebra do oczu po urodzeniu. Dość dawno to było i nie w Muraflicie, ha, ha. Jest to tylko robione jak przyjeżdżają służby sanitarne. Sanepid wie o wszystkim, bo tam spływa tysiące skarg, dzwonią kierowcy, pracownicy. Ale Sanepid jest kupiony przez niego. NY: Czy widziałeś ważne osoby na polowaniach i przyjęciach? ŁB: Oczywiście. Był zastępca komendanta i sam komendant. Polowali w kole z Kwakowa, pili i omawiali swoje sprawy, które ojciec może przeskoczyć, które nie. Tadziu nie rób tego, rób to. Byłem na tych polowaniach i wiem. NY: Czyli mu doradzają? ŁB: Oczywiście. Doradzają mu, co ma robić, czego nie, bo pewnych rzeczy nawet my nie przeskoczymy. Ba, zaczynają się nami interesować. To jest wąska grupa osób. Widziałem. NY: Czyli to, że policja tak łagodnie postępuje, to nie jest przypadek? ŁB:To nie jest przypadek, jasne, że nie, do Sanepidu włącznie. Oni się naradzają jak zrobić żeby było dobrze. Stary się nawet nie interesuje. Oni się starają, bo inaczej nie dostaną pieniędzy. Tato sobie poradzi, a oni nie. On z takiego założenia wychodzi. Takie są zasady. NY: Człowiek zajmujący poważne stanowisko w służbach powiedział mi żebym nie wierzyła, że jakikolwiek urzędnik z terenu Wielkopolski stanie przeciwko Tadeuszowi Bromczy. ŁB: To prawda. Może powiedzieć wszystko incognito, ale nie przed kamerami, bo się będzie bał, bo straci wszystko, do siódmego pokolenia nikt nie dostanie dobrego stanowiska w obrębie jego wpływów. A i tak my się dowiemy, kto: po relacji, z jakiego poziomu i z którego działu, czy z urzędu. Nasi też działają. To jest taki zespół windykacji, który prowadzi tych ludzi na liście, oni są już zawieszeni w próżni, będzie się ich eliminować. Urzędnik jest złożony w największym odsetku z pychy, plus strach, plus leń. Te trzy wektory w przestrzeni dają wypadkową, konformizm. Jak dostanie jeszcze w łapę pieniądze, nie wychyli się. To mi uzmysłowił ojciec. Zobacz, starosta Tartaczna wszystko miał na widłach w sprawie kopalni żwiru w Porodowie. Nie ruszył suchym dupskiem. O czym tu mowa? NY: Czy w tych jego służbach byli funkcjonariusze byłej SB? ŁB: Tak i najprawdopodobniej są do dzisiaj. Wysokiej klasy specjaliści od mieszania w szambie ludzkich przywar i błędów. Jak nie mają wyników to się do prowokacji posuwają. Moje gumisie składają raporty na mój użytek. Nie jestem naiwny. Od początku firmy robi się przecieki kontrolowane, prowokacje i podpuchy. Wrzucić kierowcy na pakę 20 litrów paliwa i go skontrolować, wiązkę parówek pod siedzenie i kipisz. To ojciec kocha widzieć. Czasem myślę, że to jakiś obłęd jest z tymi zagrywkami. Wyobrażasz sobie, co taki kierowca ma zrobić, jak on nawet nie wie gdzie jest, zalatany, nie wie czy odebrał kartę, czy już wraca z pracy, czy już właśnie wyjeżdża na trasę? I jedzie, bo chce dotrzeć, chce zarobić i się utrzymać w robocie. Bo wisi bicz i co chwilę dyspozytor dzwoni: Gdzie jesteś? NY: Miałeś takie sytuacje? ŁB: No jasne. Ja przechodziłem wszystkie działy w naszej firmie. Gdzie jesteś? To było podstawowe pytanie do kierowców. Krótki oddech, nie dać wytchnąć. Przecież wiemy, o której wyjechał, można to sprawdzić w karcie, na komputerze, ale on musi czuć troskę szefa na całej trasie. NY: Te wrabiania w jakąś kradzież, to wyjątek, czy standard? ŁB: Takie rzeczy są na porządku dziennym. Służby próbują zatrzymywać, straszyć, nawet na drodze gdzieś w kraju, wrabiać kierowcę, tylko żeby przeciągnąć na swoją stronę. Kierowca dużo wie, bo to są ludzie w wąskim gronie i się przed tymi pitbullami chcą bronić. A i w samej załodze są oddane krety, albo jawne szuje, jak Mariusz Krypa, patologiczni kłamcy, jak Salomon Karabasz od kontaktów z mediami. Pełna kontrola. NY: Czy zdarzają się sytuacje, gdy pracownicy Muraflitu na wysokich stanowiskach mają kogoś z rodziny w instytucjach publicznych? ŁB: Jakby się tak przyjrzeć pracownikom wyższym rangą, to jest wśród nich wielu takich, którzy są powiązani rodzinnie. Szczególnie synowie sołtysa ze Kadawrzewa, córka też pracuje u nas w Muraflicie. Ojciec gwarantuje im pracę a oni mu robią ochronę. Kierownictwo o tym wie. On też wie, że my wiemy. I to są dziedziczne stanowiska, bo to są rodziny pewne, nie zdradzą nas. I zatrudniamy ludzi z „Narewki”, Mikołaj Ambrożewicz, Henryk Rom, Bardak, Małgosia, osobista sekretarka, Rządna. Wszystko to są klany. Zwykły śmiertelnik, jakiś przechodzień nie ma prawa się dostać do nas, do strefy, gdzie podejmowane są jakiekolwiek decyzje, już od niskiego szczebla. Ludzie od decyzji są sprawdzeni, przede wszystkim pod względem lojalności, wierności wobec prezesa i naszej rodziny. Jest tak, że jakby Cecylii stanął samochód, to by go pchali ze dwadzieścia kilometrów. Tacy są u nas ludzie. Uważamy, szczególnie teraz, po tych artykułach i zadymach w Kwakowie, na stadionie. Każdy, jak się przyjmował, to swoje dane musiał zostawić i stary, a też i ja sprawdzałem na policji, a teraz jest jeszcze dokładniej. Kto to jest, kim byli jego rodzice, do takich pytań już dochodzimy. Raz kiedyś mój ojciec po dobrym drinku nadał mi taką poufną informację - marzenie, że widzi mu się ankieta, jakie były na paszport, kiedyś, za dawnej komuny. Rodzeństwo, gdzie pracują, wykształcenie, karalność, kiedy się przeprowadzili, gdzie robili, jak mają męża, żonę, to też z tej strony, skąd są, czy chodzą do kościoła? Mi się wydaje, że to jest już gruba przesada. Szkoda czasu. Ale jemu nie przemówisz. Wkurwi się i wpierdoli. Jakuza. NY: A zwykli, szeregowi pracownicy? ŁB: Ojciec uważa, że dla niego najkorzystniej jest zatrudniać byłych mieszkańców wsi po PGRach. Z miasta się niewiele osób bierze, bo są niebezpieczni. Natomiast z wiosek, to jest w 70-80 % pewny, że to są odpowiedni ludzie, łatwi do sprawdzenia, będą pracować za przysłowiową kromkę chleba, bo tam ludzie są biedni. Pracują za jakieś 600 zł i deputat, ten, co wiesz, a deputat to są jego pieniądze, bo nie trzeba tego utylizować. Chwała mu za to, że zatrudnia, ale, za jakie pieniądze. Pracują za niegodne pieniądze, często po 12-14 godzin. I dostają po 650-700 na rekę, są takie zespoły co tyle zarabiają, bazują też na tych z OHP. Firma ich zatrudnia, tych z OHP, płaci im najniższe stawki, a za to jeszcze dostaje pieniądze urzędu pracy. Oni są prości ludzie, nie mogą się obronić. U ojca w biurze, pamiętam, za komuny była cała trójka, wisiały portrety, Lenin, Marks, Engels. Czytał ich książki, te kapitały, manifesty, państwo a rewolucja, dzieła wybrane, czy zebrane. Ja teraz wiem jak jego mózg pracuje, żeby złapać tych ludzi i przekonać do roboty za kromkę chleba. Tak jak Stalin i Lenin, a raczej Stalin z Berią. I on taką parę chciał stworzyć – Mikołaj Ambrożewicz - kapo i Henryk Kórtka - nadzorca. Tylko, że Mikołaj jest za bardzo wystraszony, cykor. NY: Jak to wygląda w praktyce, to zagospodarowanie zwrotów? ŁS: U nas się żadnych zwrotów ze sklepów nie utylizuje, tylko się je myje wyciera, ściąga flaki czasami, jak już jest bardzo zepsute, wrzuca to kutrów, miele i wrzuca do kiełbas mniej gatunkowych. To jest procedura non stop wykonywana do dnia dzisiejszego. Jest grupa ludzi, bardzo zaufanych, którzy zarabiają ok. 3000- 3500 zł miesięcznie. 12-13 osób i te zrzuty się wrzuca w inne drzwi. Oni przyjeżdżają na określoną godzinę, w zależności od potrzeb. Umawiają się na zrzuty. Zrzuty z piątku na poniedziałek wchodzą z samego rana, bo ze sklepów trzeba zebrać, a otwierają o 9, wstawiane są do chłodni, grupa przyjeżdża ok. 14-15. Te krakowskie kiełbasy są wycierane, natłuszczane olejami, z powrotem do wędzarni wrzucane na krótko, do solanki i z solanki wychodzą cacy cudeńka. Ale są też tanie, co jak przekroisz to są zielone, wewnątrz, to po prostu są wrzucane do kutrów, tak się robi. „Nic tu się nie może zmarnować, drodzy Państwo!” – to są senatorskie słowa, ważne, państwowe. Ja tego nie pochwalam, ale nie ma jak się oprzeć tatuśkowi. Oszczędny jest. To nawyk. Są grupy zaufane, nie można tam wejść. Byle kto nawet nie zamarzy o przejściu obok tajnego miejsca, choćby z zawiązanymi oczami. Jak zakazane miasto u chinoli w Nowym Yorku, Chinatown! Tak samo jest z grupami do kopania padliny na utylizację naturalną. Jest ścisła kadra do tych spraw. NY: Jak myślisz czy ci ludzie, którzy zaprotestowali z tego stowarzyszenia ekologicznego powinni się obawiać? ŁB: Najprawdopodobniej tak. On teraz się próbuje wyciszyć, ale z podwójną siłą wybuchnie za rok, półtora jak się im będzie wydawało, że już po wszystkim, że to wszystko minęło. Ale to nieprawda. On już tam nad nimi pracuje. Już jest specjalna grupa ludzi wydzielonych, do białego wywiadu, a może i gier operacyjnych, policyjnych. Taki przykład, to te dwie baby. Pojechały do jednego naszego człowieka w Heńkowie, koło wsi Baśki. Agent je nagrał i poszło w świat. Efekt w sumie był marny. Ale się pracuje. Oni sobie nie zdają sprawy, że są inwigilowani już. To na sto procent. No i jego ekipa prasowa z naczelnym na czele. Mariusz Szubrawiec dla szefa nos by sobie odgryzł, osobiście. On wszystko, co mu stary zada napisze, podpisze, taki jest. Przerasta Zbigniewa Uszko – byłego naczelnego o cały stadion. Już są przygotowane procesy o pomówienia, zniesławienia, mordobicia, podrzucanie fałszywek. Tego będzie pełny wypas. Tylko mam tu też problem z tym, że stary naobrażał ludzi z tego stowarzyszenia, a nawet pomówił całe stowarzyszenie. Jeśli mu zrobią jakiś zbiorowy akt oskarżenia, nie będzie miał czasu na pracę. Stary chyba się może zapętlić i nie wyrobić na rozprawy, tyle tego jest. NY: Miałeś do czynienia z ważnymi gośćmi? ŁB: Od czasu do czasu na polowaniu tak. NY: Kogo? ŁB: Nazwisk nie znam, a jak znam, nie powiem, ale wiem, że to byli policjanci, ludzie z ministerstwa, pani Gryczka z magistratu z mężem na przykład była parę razy zapraszana. Prezydent naszej metropolii Gładyszek to nie, bo on się w pewne rzeczy nie bawi. Nie wiem czy jest mniej przekupny, czy nie? Stary Bromcza jest w jego opinii osobą nieczystą, od której w każdym momencie śmierdzi jakimś fałszem. Tym razem to metafora. Takie mamy informacje z jego otoczenia. Wszędzie mamy ludzi. Dlatego się nie dostawia do konfidencji. NY: Działalność na taką skalę wymaga wsparcia kredytowego, jakichś pożyczek, szybkich pieniędzy obrotowych, na krótkie terminy?... ŁB: Stary, kiedy załatwia kredyty z banku, ma wsparcie w układzie. Na przykład kiedyś pracował u nas Oparski, były wojewoda tartaczyński, był dyrektorem ekonomicznym Muraflitu, miał układy w banku przy Ostrowitej i on naciski robił na dyrektorów banku, to byli jego ludzie. Gdy nasz zakład tracił płynność finansową, ten załatwiał pożyczki, kredyty, różnymi drogami. Bank wiedział, że pan prezes Bromcza jest zrujnowany w danym momencie… i bank wiedział, że pęknie, bo jak dyrektor się stawiał, to był kasowany, z góry. Taki walczyk trwał 2-3 tygodnie: z odprawami, świadczeniami. Oczywiście, ale on nie znajdzie pracy nigdzie. Eliminacja. Temu Oparskiemu, to tato Bromcza uratował tyłek, bo za nim komornicy chodzili, tak mówią. Zawsze coś za coś. A taka pani Madzia Koralewska, co teraz w hotelu pracuje. Była osobistą sekretaraką i trzeba było ją gdzieś ulokować. Ciepła posadka, i tam Oparski ma wejścia. Ale też jest pożyteczna. Tam się dzieją ważne rzeczy. NY: On molestuje te kobiety? ŁB: Nie wiem. One chyba same muszą chcieć. Ja z oczywistych powodów byłem omijany w tych sprawach majtkowych, że się tak wyrażę obrazowo. Widziałem czasem o niezwykłych porach znane mi panie o wysokim udziale atrakcyjności w ogólnym rozliczeniu, kobiety jego, ale byłe, byłe sekretarki, czy przyjaciółki. Ja nie przywiązywałem wtedy wagi damsko - męskiej do tych wizyt. Ale teraz jestem już „duży” i kojarzę w przeszłość. Kiedyś się natknąłem na scenkę, jak wysyłał kierowcę: „Jest taka sytuacja – mówił - przywieź mi Madzię o 1szej w nocy, bo muszę dokumenty sprawdzić.” Dokumenty! Stary Bromcza i dokumenty o pierwszej w nocy, chyba naklejki od flaszek z wódką i pudełka po kondomach. Tam jest nakaz, proszę mi przywieźć tą i tą osobę. Są osobiści kierowcy, zawsze na dyżurze. Kierowca siedział obok detektywistycznych na portierni, jakby się tam jakiś wypadek zdarzył na terenie zakładu, żeby zawieźć do szpitala. Zawsze był taki dyżur i chyba jest i teraz To są pryszcze, obyczajówka. Wracajmy do spraw zasadniczych. Była stara kotłownia, która miała specjalne zbiorniki, które zbierają sadzę, żeby nie szła w środowisko. To te wszystkie worki, to jest specjalna utylizacja tych wszystkich odpadów, tam są siarczki i inne związki. To wszystko wysypywano na pola. Ziemia jest skażona jak po bombie atomowej. Dziś kotłownia jest na gaz. NY: Dlaczego wysypujecie tę mączkę na pola? ŁB: No, bo koszt prawidłowej utylizacji tej mączki jest bardzo drogi. Tak naprawdę, trzeba by było wchodzić w porozumienia z chłopami, żeby u nich wysiać i zaorać, jako polepszacz. To by było po sprawiedliwości i z pożytkiem dla gospodarki, rolnictwa. Można sobie wyobrazić poprawianie struktury gleby na dużo większym obszarze, jak mówię z pożytkiem dla kraju. Ale stary nie będzie się ugadywał z chachmętami na trzech, czterech hektarach. Będą się z nim bratać, rękę podać. To według starego jest chłam gospodarczy w rolnictwie. Przyszłość jest po jego stronie, wielkie obszary, wielki rozmach, gdzie okiem sięgniesz: wszystko moje, wszystko moje, wszystko moje. Bez tego proszenia chłopów, co by zaraz stawiali warunki, są czyste pieniądze, które pozostają w sakiewce, a bakterie i robaczki i tak to wpierdolą – mówi stary Bromcza – mój stary. NY: Czy to jest możliwe, że jest rozsypana dlatego, żeby ukryć fakt zakopywania tych odpadów poubojowych, bo tak się mówi. Jest wiarygodna teoria, polegająca na tym, że poprzez rozsypywanie mączki pan Bromcza ukrywa fakt zakopywania odpadów, bo można wyliczyć ile mączki produkuje się z kontenera odpadów i ta mączka powinna być. A można ją rozsypać jako polepszacz i wtedy już nikt nie sprawdzi, czy ona faktycznie została wyprodukowana czy nie. ŁB: Oczywiście, że tak. Odpady z produkcji w zakładzie są raczej rozliczane. Natomiast te zwożone z małych ubojni są minimalizowane, aby obniżyć koszty produkcji. Starego nie interesuje ile dana rzeźnia bije. Bo mógł sprzedać kopyta na żelatynę komuś i tę wagę się obniża, bo załóżmy 10 kg odpadów poubojowych, dany procent idzie na wodę dany na coś innego i to idzie na śmieci. Tego nie ma. Z dziesięciu ton robi się sześć ton do produkcji. Te cztery tony są rzeczywiście, ale są rozliczane jako zanieczyszczenia. Wszystko jest zaniżane. Te cztery tony nie są utylizowane, ale oficjalnie tego nie ma i to można wyrzucać np. na pola. W skali miesiąca wychodzą tysiące ton. I to już nie jest przerabiane, utylizowane tylko wyrzucane, a w papierach jest i tatko dostaje na to pieniądze. Za to, co nie zostało zrobione. Wszystko można sprawdzić. Tylko trzeba wiedzieć gdzie kopać. Nad wieloma dziurami są wybudowane obiekty. Na padlinie są wybudowane obiekty naszej rodzinnej firmy Muraflit. NY: Czy jest w okolicy jakieś „źródełko szczęścia”? ŁB: To szydera. Źródełko szczęścia, ha, ha! Była swego czasu padlina składowana po lewej stronie, wielka góra padliny! Sanepid przyjechał i kazał to zlikwidować. Dali nam na to 2-3 tygodnie. Pomyśl dziewczyno: trzy tygodnie wożenia! To jest miejsce w głębi Muraflitu, w pobliżu placów manewrowych. To jest obecnie dużo większe. Musieliśmy wszystko wybrać i to zostało wywiezione na Równołąki. Wtedy tam jeszcze nie było jeziora. To było wysypisko i tam to wywozili nasi transportowcy, tą padlinę, spychaczem rozgarniali i przesypywali żółtym piaskiem. I podejrzewam, że tak jest do dnia dzisiejszego. Przez te dwa tygodnie nie zdążyliśmy wybrać. Stary zadzwonił i przyjechali za miesiąc na sprawdzenie. Kazał zrobić staw i fontannę – źródełko szczęścia. Ludzie dla zadymy wpuścili karpie. One tam pływały jak przyjechali kontrolerzy. A po dwóch dniach już pływały do góry brzuchem. Sanepidowi się podobało, wszystko było w porządku. Tak zawsze jest. Ja Ci powiem jedną rzecz, zwróć uwagę gdzie mieszkają, czym jeżdżą i co mają ludzie z sanepidu, ci ze średniej półki, którzy niby mało zarabiają. NY: A ścieki? ŁB: Swego czasu dozorowałem wywóz ścieków, także na Równołąki. Byłem zły. Nie podobało mi się to. Ale stary naciskał i nie chciał słyszeć o innych propozycjach. NY: Tylko na Równołąki? ŁB: Swego czasu na Równołąki i też tatrą do Longowej, do oczyszczalni ścieków. Nie wszystko oczywiście, bo oczyszczalnia by tego nie przerobiła. Wiele rzeczy wyrzucało się na wysypiska. Jest takie wysypisko, po prawej stronie jak się wjeżdża do Kadawrzewa od strony zachodniej. To jest prywatne wysypisko, osobiste, tam nic niby nie wolno rzucać. A jest grupa ludzi, która tam wszystko wyrzuca. Tam jest szczecina, pióra, prawdopodobnie jakieś beczki z przeterminowanymi herbicydami, czy pestycydami, już teraz nie pamiętam.. To jest ogrodzone płotem. Tam jest to wyrzucane, nie utylizowane. A za to wszystko Muraflit pobiera pieniądze. NY: Czy myślisz, że ta aktualna sprawa zakopywania padliny będzie zatuszowana? ŁB: Mnie to nie dziwi, że tej sprawie pewnie będzie ukręcony łeb, bo ten stan zagraża wiarygodności naszego kraju w handlu międzynarodowym. Jest możliwe, że jednak się w rządzie tak ustawią, że wskażą: to tylko Bromcza jest zapowietrzony. To jest dla nas groźne i może nas położyć. Dlatego musimy atakować. Nie będzie łatwo. Jeśli się dopatrzą, a są takie trendy, przez tych ekologów nagłośnione, o niezgodnościach w projekcie i pozwoleniach na nowy zakład, to na mur, zamkną nam firmę. W kraju teraz jest, jak w Stanach siedemdziesiąt lat temu. Wszystko już było. Pracowałem tam tyle czasu i widziałem różne rzeczy. Wiem, co było za komuny już zmierzchowej, i co jest teraz. Mi się zdaje jednak, że stary przegiął. Przegiął z telewizją i teraz zbiera kości własnej głupoty. To będzie bój i stary może pęknąć, ma chorą wątrobę, dostaje na łeb. W ogóle, to wrak, pijak i brutal. Nie mogę mu zapomnieć. Jestem już gość. A ten mnie leje czasem, jak pętaka jakiegoś. NY: Jak to było możliwe, że prywatny przedsiębiorca załatwiał sobie dostawę samochodów ciężarowych? ŁB: Przez ministra Pieska. Stare czasy, nie mam pełnej wiedzy. Ojciec sam mi opowiadał. Jeździł, kupował auta, kombajny i inne urządzenia. Wszystko było kupowane przy poparciu ministra Pieska. Pieniądze miał, ale wtedy nie można było nic kupić, więc „załatwiał” wszystkie urządzenia. I tak się kupuje do dziś. Dziś jak się pieniądze posiada to można kupić wszystko, ale stary Bromcza ma taką zasadę, że na raty. Bierze większą partię i pozostawia zakłady Muraflit na takim wyhamowaniu, obciążeniu. Nie przetłumaczysz, że można inaczej. NY: Czy znasz takie przypadki, że prezes Bromcza podpisuje umowę na dostawę czegoś, potem bierze towar jakikolwiek i nie płaci, a firma pada? ŁB: To należy do normalnych zajęć, to jasne, że takie sytuacje miały miejsce. Firmy, które sobie ojciec upatrzył, przygotowywał do upadku. Spec grupa pracowała, wyznaczeni byli likwidatorzy, jeden tu w Tartacznie, na Brusa mieszka. Celowe zagrywki były robione. Żeby kombinator Bromcza kupił jakiś zakład i jeśli produkcja w tym zakładzie nam się opłacała, to ten zakład zostawiał przy sobie, jeśli nie, to do piachu. Masz przykład Tłuste, Prądek, Kacuń i inne ościenne PGRy, te firmy wziął, że niby będziemy inwestowali, a z chwilą gdy się produkcja nie opłacała, to przeprowadzało się likwidację firmy. I braliśmy sprzęt, nawet rury, jakieś złomy, cegły, kratownice, nic nie zostawało po takiej firmie, wszystko zabrane było, wzięliśmy to, co było możliwe do zdemontowania. Tak było też w Michałowicach, gdzie zniknął Zakład Usług Technicznych. Wszystko wywieźliśmy, także trylinkę kazał ojciec, żeby likwidator zerwał. Tylko komin został. Stary często nie płacił firmom za kupiony towar. Na przykład w Chudobie Muraflit kupił węgiel od spółki Mitel i nie zapłacił. Dopiero komornik wyrwał staremu kasę spod dupy. Firma, mała firma i tak padła. Ile ci ludzie musieli mieć zgryzoty, pretensji. A kopalnia: oddawajcie forsę! Tak robi pan prezes Bromcza. NY: Czyli, jeżeli prezes ma ochotę na jakiś zakład, to podpisuje z nim umowę na dostawę czegoś i.. ŁB:... i nie płaci. Zakład traci płynność finansową i jest po zakładzie. To jest normalna procedura, która trwa od dłuższego czasu. Ale tego nie znajdziesz w dokumentach, bo jest dobrze rozpisane. NY: Czy możliwe jest, że Sławomir Hindusek dowodzi tą grupą detektywistyczną? ŁB: Nie wiem, to możliwe, bo to jest cham. Ja go nie cierpię. Ani mi on brat, ani swat, tak się wypowiem górnolotnie. On traktuje ludzi przedmiotowo, on nic nie umie. Ja mam chyba coś po matce, która jest inteligentna. Jest lekarzem. Jest zajebiście ciężki układ. Są synowie pierwszej rodziny, prawdziwi. Stary Bromcza ich wszystkiego uczył, jak się pracuje na każdym stanowisku. Ale jest też synek Hindusek, doktor od spraw niepotrzebnych, burak i cham. On nic wie, nie rozumie. Jest gwałtowny i nieodpowiedzialny. Zabiłby gościa bez mrugnięcia okiem. Jego matka, Cecylia mu kupiła ziemię za Chułczowem, stadninę koni i dużo ziemi. A Tomek jest cienki. NY: Można powiedzieć ze prezes Tadeusz Bromcza wyciągnie pieniądze z kamienia? ŁB: Dokładnie tak. On się nie liczy z niczym, jeśli zwącha pieniądze, ma być załatwione, idzie po trupach, żeby załatwić. To go napędza, nie rajcuje, napędza. Potrafi wjechać do firmy razem z bramą, jeśli uważa, że może zarobić. Czasem mu nie wychodzi. Obrywa też po ryju, jak to się odbyło w Nafcinie. Tato ładnie wygląda na zdjęciach, wewnątrz drzemie w nim diabełek, duży diabełek. To nie jest człowiek. NY: Czy to jest Tadeusz Bromcza, czy ludzie, którzy go otaczają, podpuszczają, sterują? ŁB: Ależ. Gdzie on by się dał sterować? To jest Tadeusz Bromcza, nie ma innej możliwości. Ojciec już nie ogarnia wszystkiego. Jest bardzo agresywny w stosunku do dyrektorów, do wszystkich. To typowe dla satrapów. Chce wszystko kontrolować, nie daje rady, się wkurwia. Świat go przegonił. NY: Czyli on na nich wywiera presję? ŁB:Tak. Oni są odzwierciedleniem jego, kopią, kalką, odbiciem w lustrze. On od nich tego oczekuje. Od dyrektorów do kierowników, to jest jeden organizm. On wszystko napędza, a jego napędzają pieniądze. Jeśli nie chodzisz w zaprzęgu, jesteś wyrzucony i wszystko, następni już się będą pilnować. Na przykład, był taki zastępca dyrektora ds technicznych pan Hilary Stróżkowski, swego czasu był prezesem w Hortensji Małej (PGR). Znają się z ojcem ze szkoły. On też tak pracował, zwalniał ludzi bez pardonu. Ja mu posyłałem moich ludzi, doradzałem przez nich, mówiłem, żeby był rozsądniejszy, ale nic. Utożsamiał się z szefem. Ale ojciec i tak go wyrzucił. Musieli go nasi odbierać z przystanku, bo nie miał czym wrócić do domu. Tak go kochali za jego serce. Z tym sercem, też śmiech. Ojciec się wygłupił z tym hasłem na wybory. Senator z sercem, w tyłku chyba. NY: Wisiały portrety, zdjęcia twórców komunizmu, a prezesa Bromczy na terenie zakładu? ŁB: Oczywiście, to jest tak, jak w Iraku Husajn był, na każdym kroku. I wszystko bardzo ładne. Jak tatusiek dzieci prowadzi. Przekaz niesamowity dla odbiorcy. Podłącza się pod siatkarzami. Bóg, który daje pracę, jest bardzo dobry dla dzieci. Jak Bierut z sarenką wśród dzieci i ptactwa. Niektórym stypendia funduje. W biurach ma wisieć on. NY: Podobno zamyka sklepy. Ten pierwszy dom handlowy Bromczy jest już zamknięty. Tam ma ponoć powstać centrum fitness. ŁB: Tartaczno, to jest za mała miejscowość na coś takiego jak fitness, w takich rozmiarach oczywiście. To bardzo duży obiekt. Nawet na Poznań za duży. Ale to może być pralnia. NY: On pierze pieniądze? ŁB: Nie zadaje się takich pytań. A co ma z nadwyżkami na boku robić? Gdzieś trzeba to wyprać, bo to są miliony. NY: Czy miałeś kontakt z jego mediami? ŁB: Z paroma osobami, co mu robiły wybory, ostatnio w 2001. Nie znoszę Salomona, to dupek, wykwit propagandy, ględzi, kłamie. Nawet w sytuacjach towarzyskich nie może się obejść bez manipulacji. A już Malinowski, to dno. Dla mnie oni nie pasują. Unikam ich. NY: Pracowałeś przy wyborach? ŁB: Daj spokój! Co, miałbym wozić klej i plakaty? Od tego jest masa pracownicza. Oni wszystko by okleili, za friko. Taki „Społeczny Komitet Poparcia dla prezesa, senatora z sercem, pracodawcy - Tadeusza Henryka Bromczy”. Ludzie wracali z trasy, jechali do domu zjeść coś, dawał samochody osobowe, pickupy, plakaty, klej, drabiny i naród rozwoził je po wioskach i miejscowościach. Jest taki preparat, którym przylepiali plakaty do szyb, on jest trudnozmywalny, mocno trzyma. Aktyw wieszał na szybach sklepów najczęściej, bo na wioskach sklep, to ośrodek wymiany myśli, czy się sklepikarz zgadzał czy nie, to było nocą. Ludzie jak wstali, to byli zasypani jego twarzą i serduchem: w obwodzie biało, w środku czerwono. Barwy narodowe. Tak macie głosować, wszystko było napisane. Ale po nocce do pracy normalnie żądał prezes. Oczywiście, żadnego odpoczynku. Prezes płacił za tę robotę, to były wyjątki od reguły, kiedy płacił bardzo dużo, bo wiedział, o co walczy. A ponadto musiał wydać pieniądze na wybory. Komisja wyborcza też może swojego żurawia zapuścić w finanse. Ten wydatek do ostatnich wyborów się zwracał. NY: Co się stanie teraz, gdy nie został wybrany do Senatu? ŁB: To wiele rzeczy wyjdzie na jaw. NY: Pójdzie do więzienia? ŁB: Kto wie. Jest parę osób, które gdyby zaczęły mówić, to by poszedł do więzienia. Ale się boją, nawet jak nie jest, to pewnie pękają, bo znają jego siłę. NY: Ta siła to jest mit czy rzeczywistość? ŁB: Mnie się wydaje, że to jest rzeczywistość. Obstawił się wieloma ludźmi i tych ludzi tak oplótł, że po prostu są bez wyjścia. On w naszym województwie stoi ponad prawem. NY: Czy wiesz coś o wożeniu w aktówkach pieniędzy dla określonych ludzi? ŁB: Nie woziłem. Ja nie byłem od takich zajęć prymitywnych, księgowych. Ale wiem, że do Warszawy jeździły, osoby, że chłopcy ściskali między nogami teczkę, którą należało dostarczyć do odpowiedniego środowiska. Wiem, że stary był strasznie zły, kiedy się okazało, że ktoś odplombował, albo coś się otworzyło i widzieli, co tam jest. Pełno banknotów było. Wiem też od mojego starego, doświadczonego biznesmena, że najbezpieczniej robić przekaz na ulicy w tłumie. Jeden człowiek wchodził w tłum i ktoś odbierał teczkę. No i obstawa też była. Nic na wiarę. NY: W Muraflicie bywały imprezy integracyjne, nawet imieniny Cecylii Bromczy, uczestniczyła część pracowników Muraflitu ale i zaproszeni goście. Brałeś oczywiście w tym udział? Jak to było? ŁB: A jakże, imprezy przednie. Niesamowite. Przyjeżdżali ważni ludzie z Tartaczna i okolic, oczywiście część z policji, szefowie. Imprezy bardzo zakrapiane. Gorzałę taczkami wozili. Moja macocha uwielbia taczki. Ma chyba do nich jakiś erotyczny stosunek. Nawet 5-cio litrowe butelki sama woziła. Cecylia Hindusek - Bromcza osobiście im nalewała. Ona wie, komu nalać i ile. Kto więcej wytrzyma, dostaje dolewkę i brudzia, i dolewkę. Ona wie dużo więcej nawet niż przypuszcza Tadeusz Bromcza, mój ojciec i robi na swój azymut. To jest niebezpieczne dla starego. Dlatego ja tu robię rozeznania i wymoszczam gniazdka na wszelki wypadek. Cecylia, to kukułka w naszej rodzinie, może nas chcieć wypchnąć z gniazda. A ma czym, panoramiczna jest. Ale to tak, na marginesie. Służba odwoziła, oczywiście już pijanych w trupa. Nie mieli umiaru. Wódkę i prowiant dostawali jeszcze w prezencie, żeby się dopili i żeby zapomnieli. To jest cały schemat działania, wielka ściema. Jak taki człowiek wychodzi to jest bardzo zgodliwy, nie wie jak się skończyło. Automatyczny pilot. Katastrofa, tłumi agresję. Jest ugotowany, wie o tym, że prezes go udupił. Po takiej imprezie idą na polowanie, na rancho i tam się chwalą, kto ma jaką broń i zabijają z balkonu. Spoglądają na siebie ukradkiem, jakby się chcieli obwąchać, upewnić, że gra, a tylko stary wie, co jest grane, on ma ich w sieci, to jest gra. Kukurydzę się zadaje, zwierzęta są przegłodzone. Mówi się do człowieka, który pracuje na obiekcie w lesie, żeby ich 3 dni nie karmił, albo karmił w jednym tylko miejscu – przed oknem i z okna się strzela do zwierząt. Takie zabawy, tak było, tak jest i będzie. Inny świat. Na wycinki z lasów też niby trzeba mieć dokumenty, a robi się, jak robi i wszystko się zgadza. Trofea są preparowane, wiszą na ścianach, szable, nie szable, piękne poroża, mordy i ryje. Piękny mamy dom. Niektórzy mówią, że eklektyczna brzydota. Za sto lat będzie cud architektury. Pałac Kultury też już inaczej spogląda na te zasrane wieżowce ze szkła i żelastwa w centrum stolicy. Zobaczymy. NY: Czyli jest to przemyślane? ŁB: Wszystko jest przemyślane i goście, i polowania, zaprasza się ważnych ludzi żeby strzelili sobie dobrego dzika, jakiegoś muflona, daniela.. Tu nie ma przypadkowej osoby. NY: Ojciec sam to wszystko wymyśla, czy ma doradców? ŁB: On sam. On wie o ludziach wiele, ma swoich donosicieli i talent. Umie się poruszać w bajorku przywar i słabości ludzkich. Mówił mi ciągle, powtarzał: zawsze jeździłem do bonzów z walizką żarcia i wódki, to się nigdy nie zmieni, jest bezbłędne. Mówił: pamiętaj synu, pół litra było kiedyś najlepszą walutą, dziś to samo, nic się nie zmienia. Stary jest jak krupier, który z góry wie, gdzie wpadnie kulka. Może dać ci wygrać, ale ogólnie wszyscy są przegrani. Bo to nie dusza nawiedzona przez demony, tylko głodne ciało wykoleja człowieka. NY: Ta bardzo odważna, głęboka myśl niech będzie pointą naszego spotkania. Dziękuję za rozmowę. ŁB: To cytat, wielka literatura. Ja się zgadzam z przesłaniem zawartym w tej wypowiedzi. Good luck! Słuchała: Natalie Yellowstone; grudzień 2005.

Toruń - Iława bez wizy 07.04.2026 11:27
Ja bym z moim zespołem poszukiwaczy prawdy opowiedział się za wielką postacią pana Szalbierza. Otóż on w swojej pogoni za wartościami smagał rózgą moralności panią Krystynę z SEPZN, która latem 2006 z tarasu baru U Doroty dała światu wieść, że jakiś zachlany w trupa konsument wytoczył się z "Baru u przestępcy" i zaległ w zaroślach po drugiej stronie drogi krajowej 10. W moralnym oburzeniu Mariusz Szalbierz łajał obywatelkę Krystynę ze Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej za to, że nie pobiegła w poprzek drogi krajowej 10 uratować nieboraka zapitego w trupa. W swojej pogoni za wyższymi wartościami uczynił ten gest solidarności z pijakiem we wrześniu 2012 roku w artykule "A tu właśnie leży człowiek". Po sześciu latach należałoby się spodziewać jedynie kości i zębów. Refleks Mariusza Szalbierza jest charakterystyczny dla perypatetyków wędrujących po piwo na kaca po wielkim chlaniu u przyjaciela wielkiego Jack Danielsa w pół drogi między Toruniem a Iławą.

psychologia marzeń 07.04.2026 11:43
Jest coś zagadkowego w bieganinie, wędrówkach Mariusza za Krystyną z SEPZN. Przypomnijmy, że w sierpniu roku 2013 wspólnie i w porozumieniu z Peregrinusem Jerzym Utkinem, któremu staje tylko przy żonie, zawędrował na dłużej do Tuczna, żeby ją zdybać w procedurze niewydawania paragonów w barze "Plaża Ty i Ja". Podobno ukrytym celem Mariusza było uskutecznienie marzenia choćby popatrzenia na atrakcyjną damę o wielkiej urodzie i fascynującej osobowości. Przypomina się wierszyk: "Chciałbym przy pani ...uchnie być takim drobnym amantem / Co się go wpuszcza przez kuchnię, zanim się puści go kantem...".

o miłości grzesznej 08.04.2026 14:45
Ten cytat z wierszyka Boya - Żeleńskiego jest pasujący do lubiącego wypić półtora flaszki w pracy Mariusza wzmocnionego treścią wierszyka Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, który kończy się: "...może to jest poezja a może tylko alkohol".

koroner 09.04.2026 15:23
O ile się rozchodzi o trupa, to mogą jeszcze zostać włosy i ścięgna.

wspomnienie 31.03.2026 12:30
Z podsłuchu mamy wieść, że zmarł wybitny wałczanin, profesor Kazimierz Nowaczyk, fizyk, absolwent 1966 - 1967 szkoły podstawowej numer 4. Był zaangażowany w ustalenie przyczyn katastrofy smoleńskiej zorganizowanej przez tuska i putina.

dolce vita 02.04.2026 20:45
Profesor Kazimierz Nowaczyk zetknął się w podstawówce z nauczycielem chemii, fizyki i matematyki panem Lemanem obsobaczanym na wszystkich portalach wieśniackich powiatu pilskiego.

Pan Leman J. 29.03.2026 16:20
Rozpasanie różnych instytucji w temacie pesel, jest obezwładniające. Ubezpieczałem auto w jednej ubezpieczalni prywatnej. Od pewnego momentu domagali się ode mnie numeru pesel. Wniosłem uwagę, że pesel jako powszechny elektroniczny system ewidencji ludności jest związany z administracją. Ubezpieczyciel nie jest administracją państwową a klient nie jest ludnością dla firmy ubezpieczającej. Agent się zdenerwował i orzekł, że bez numeru pesel w razie czego nie ma jak odszukać, zlokalizować klienta. To tak, jakby klient nie miał adresu, nazwiska, numeru rejestracyjnego samochodu, który jest ujęty w CEPiK. Teraz wszędzie musisz się kłaniać byle komu peselem, w przychodni zdrowotnej, w aptece na recepcie, w skarbowym. Obawiam się, że niedługo na nagrobku będą wymagać numeru pesel, zamiast nazwiska i imienia. Co Pan na to senatorze?

Pytak 28.03.2026 21:46
Panie senatorze, przeglądając wiadomości telewizyjne zobaczyłem Pana w jednym szeregu z Panią Kamilą L., Schetyną, Brejzą, Lubnauer, Lenartowicz w pochodzie poparcia czegoś, co jest dla nas nieznane. Czego Pan bronił, lub za czym się opowiadał?

dom bez ścian 29.03.2026 12:05
On nie odpowie, bo jest elitą. Groch o ścianę.

LOC 27.03.2026 12:09
Te wszystkie prowokacyjne tajne roboty, to jeszcze nic. Dalszą robotą typu sowieckiej razwiedki była inicjatywa radnego powiatowego Jacka Ciechanowskiego, doświadczalnego sprawdzenia, czy w Hospicjum domowym Krystyny Lemanowicz pracują tak, jak informują opinię publiczną powiatu i nawet dalej. W celu realizacji wielkiego planu doglądania pracy Stowarzyszenia namówił jakiegoś ktosia, żeby zadzwonił po ratunek dla mamusi. Okazało się, że nie ma adresu podanego przez proszącego o pomoc. Ten ktoś po pewnym czasie refleksji moralnej zawiadomił brać internetową, że Jacek Ciechanowski go nakłonił a on teraz żałuje swojego podłego uczynku. Jacek Ciechanowski wystąpił w tym wypadku jako kreator rzeczywistości społecznej uzasadniając prowokację szczytnymi hasłami troski o dobro wspólne. Stowarzyszenie nie miało grosza od władzy samorządowej, zatem formalnie Ciechanowski nie miał kompetencji do kontrolowania Stowarzyszenia. Takich czynów podłych dopuścili się Morozowski i Sekielski kreując wydarzenie przez ustawienie poseł Renaty Beger. Ci dwaj dostali tytuły Hieny Dziennikarskiej a Ciechanowski Honorowego Hakowego PRL za całokształt swojej działalności politycznej i społecznej.

gradacja hańby 30.03.2026 11:46
Morozowski i Sekielski dołączyli do prowokatora Piotra Gembarowskiego, który w trakcie kampanii prezydenckiej zwrócił się do kandydata Mariana Krzaklewskiego z fałszywą tezą, czym wprowadził stan niemożliwości odpowiedzi na kwestie nieistniejącą. Brak szybkiej reakcji i zakłopotanie Krzaklewskiego zniweczyło jego kampanię o urząd prezydenta. Zatem Gembarowski został laureatem numer jeden godności Hieny Dziennikarskiej.

o syfie 25.03.2026 13:03
A co Pan senator w sprawie imiennika kumpla z konspiracji Adama Borowskiego? Bo ja uważam, że to jest gorsze niż krętek blady.

ale jaja 25.03.2026 21:38
Takie rzeczy są codziennością w ustroju gdzie rządzą układy i koterie stosując sprawiedliwość tak jak oni rozumieją prawo. Na przykład taki szary żuczek Lemanowicz został skazany na 10 miesięcy więzienia w sądzie rejonowym Piła Aleja Powstańców Wielkopolskich 79 przez sędziego sądu rejonowego Andrzeja Smyczyńskiego, mimo składanych wniosków o ustalenie autentyczności oskarżenia. Sędzia, który z pewnością nie znał się na grafologii odrzucił wniosek oskarżonego o zbadanie pisma odręcznego, czy to Milena Szalbierz - Witosławska podpisała prywatny akt oskarżenia. Sędzia też opierdalał oskarżonego gdy ten domagał się zapisywania w protokole zeznań i wyjaśnień. W apelacji sąd okręgowy zauważył, że jednak grafolog ustanowiony przez prokuraturę orzekł, że to nie Milena Szalbierz - Witosławska (obecnie po rozwodzie z ojcem dwójki jej szkrabów) złożyła podpis a zatem sytuacja jest faktyczna, że nie ma aktu oskarżenia. I Smyczyńskiemu nie udało się w ramach przyjacielskich stosunków koteryjnych wsadzić pana Lemanowicza, szarego żuczka demokracji mafijnej na 10 miesięcy do więzienia. Tak więc niech Adam Borowski się nie martwi, bo nie jest jedynym doświadczającym uroków sprawiedliwości tuskowej.

gospodyni domowa 25.03.2026 22:36
W takim bądź razie ja zapytowuję się, kto podpisał ten akt prywatnego oskarżenia?

kić we Wronkach 26.03.2026 10:48
Oto jest pytanie. Kwerenda w Internecie poucza nas, że tego wielkiego aktu dziejowego dopuścił się tatuś Mileny, Mariusz Józef Szalbierz. Ujawnił to na rozprawie w sądzie rejonowym w Poznaniu pod dowództwem Moniki Smaga - Leśniewskiej pożalił się, że Lemanowicz obsmarował jego wnuki, pomioty Mileny. I on w obronie cnoty rzucił się jak Czarniecki do Poznania po szwedzkim zaborze, sam podpisał albo dał komuś z rodziny. Wiadomo, że w tym czasie w chawirze białośliwskiej mieszkało co najmniej 12 osób powiązanych genetycznie a po korytarzach i pokojach szwendały się tabuny znajomych i kumpli, przyjaciół córeczki i podobno syna w ilościach nieprzeliczalnych. Ci szwendaczkowie podłączali się do sieci wifi a może wzajemnie się do siebie podłączali swoimi organami. Zatem tych chętnych do machania piórem na podetkniętym tekście było w bród. Prokuratura po stwierdzeniu braku właściwego podpisu pod prywatnym aktem oskarżenia nie ścigała Mileny krzywoprzysiężcy przed policją i sądem. nadal nie wiadomo, kto podpisał. Z wpisu Lemanowicza nie można się dowiedzieć o kim on się wypowiadał, bo nie było tam żadnego szczegółu umożliwiającego ustalenie o kogo chodzi. To nie przeszkadzał Smyczyńskiemu i skazał za nie wiadomo, co.

gospodyni domowa 26.03.2026 10:56
To, co się działo w tej sprawie jest nawet gorsze od podsłuchu, podglądu, czy prowokacji w stylu Ceranowskiego. A wodzirejem w tym procederze okazał się sąd rejonowy w trybie karnym pod kuratelą Smyczyńskiego. To katastrofa, zagłada, armagedon.

Klekot sprawiedliwości 01.04.2026 11:50
Powaga rzeczy osądzonej nakazuje nam obśmiać się z uzasadnienia na piśmie wyroku Smyczyńskiego, kiedy on sam ujawnia na stronie 9, że dywaguje, co po polsku znaczy ględzi, bredzi rozwlekle nie na temat. Jaki sędzi, taka powaga.

wopros 29.03.2026 12:15
Skąd ty Leman miałeś wiedzę albo podejrzenie, że podpis pod prywatnym oskarżeniem był złożony jakby w zastępstwie, co skutkowało w ogóle brakiem oskarżenia? Milena Szalbierz - Witosławska nie mogła dołożyć swojego podpisu, czyli rewalidować aktu oskarżenia już po wniesieniu skargi na piśmie do sądu.

Pan Leman J. 29.03.2026 16:39
Czytałem kiedyś "Kryminalistykę" Hołysta a szczególnie o analizie pisma odręcznego. Podpis z wyglądu i pewnych stałych cech sugerował mi wniosek, że to ręka tatusia Mileny nakreśliła podpis. Dlatego podniosłem na rozprawie problem ustalenia prawdy co do autorstwa podpisu. Sędzia Smyczyński odmówił zajęcia się tym eventem i nawrzucał oskarżonemu, że chce przeciągać sprawę i tworzyć koszty. W rezultacie rozwoju sytuacji Smyczyński zaliczył kompromitującą wtopę, bo prokuratura ustaliła, że Milena nie podpisała prywatny akt oskarżenia. Sprawa się rypła. Milena nie poszła siedzieć za fałszywe zeznania. W innej sprawie, Szalbierz jako okupujący ławę po lewej stronie sądu wyjaśnił, że to on wniósł oskarżenie w zastępstwie córki, która siedziała na garnuszku taty z dwoma szkrabami. Powinien pójść siedzieć.

autor, autor... 29.03.2026 16:45
Podobno, jak tatuś pokazał jej wpis z Internetu, Milena płakała. Z treści wpisu nie można w ogóle ustalić o kim pisał autor, żadnego konkretu, żadnych danych osobowych. Ale sitwa miejscowa działa Leman jest znienawidzony przez koterię dziennikarską z ulicy Roosevelta.

O'Marjush 22.03.2026 17:21
To są produkty aktywności podglądowo - podsłuchowej wielkiego redaktor z małej wiochy. 1. Zbanowany producent postów (Aktualności/Piła) ... razy. Ona: - No i dobrze. Lepiej nie wchodzić i w porządku. On: - Nie wchodzę, nie ma mnie. Ona: Tak jest! On: - Ale tam kiedyś napisałem, przez kogoś, że ten portal zdechnie tak jak i-pila. Jak Lemanowicz ... 2. Żona chemika: Jestem taka, k..., niespokojna! (Aktualności/Polityka) PIŁA. Z okazji wczorajszego Dnia Chemika przypominamy filmik z domowego archiwum Krystyny i Janusza Lemanowiczów. O tym, jak to mąż, ongiś kierownik laboratorium chemicznego  w COBR Polam, przyuczał żonę ... 3. Stokłosa: Mam obawy co do bezstronności sędziów (Aktualności/Polityka) ... rozpoznania ww. wniosku dowodu z zeznań świadków: Roberta Kiełka, Krystyny Lemanowicz, Ireny Sienkiewicz oraz Kamila Ceranowskiego, redaktora naczelnego telewizji ExpressTV, który we wrześniu ub.r. upublicznił ... 4. Przychodzi Sienkiewicz do Lemanowiczów. I też ją nagrali! (Aktualności/Polityka) TAŚMY Z WAWELSKIEJ. Słychać dzwonek u drzwi. - Nikto nie je doma – żartuje Janusz Lemanowicz, wpuszczając do mieszkania Irenę Sienkiewicz, szefową Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej. ... 5. Krystyna Lemanowicz marzy o hakerze (Aktualności/Piła) PIŁA. Z kolejnego nagrania z bogatego domowego archiwum Krystyny i Janusza Lemanowiczów dowiedzieliśmy się, co jest wielkim marzeniem działaczki Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej ... 6. Przestępca Ceranowski (Artykuły/Felietony) ... Stokłosy, z Krystyną i Januszem Lemanowiczami, którym Stokłosa uwiera jak wrzód na tyłku i umyśle. Ceranowskiemu redakcję przeszukano nie bacząc na to, że na nośnikach (komputerach, telefonie), których ... 7. Wyrzucanie żalu (Artykuły/Felietony) ... ekolodzy (w tym przypadku tercet egzotyczny Krystyna Lemanowicz, Janusz Lemanowicz, Jolanta Koper), którzy całą sesję nagraniową ekipy TVP uwiecznili swoją kamerą. Oczywiście, pod kątem archiwum przy ulicy ... 8. Rozporek w eko-kamerze (Artykuły/Felietony) ... – wyjątkowość gościny u Lemanowiczów (w tym u pani domu, na której biuście w zeszłym roku spoczął Złoty Krzyż Zasługi za „popularyzowanie idei państwa prawa”) polegała na poczęstunku kawą, plackiem i ukrytą ... 9. A tu właśnie leży człowiek... (Artykuły/Felietony) ... inicjowało i nie brało udziału w realizacji tych nagrań. Niestety, to zapewnienie nijak ma się do rzeczywistości. Dwie główne „kinooperatorki”, Jolanta Koper i Krystyna Lemanowicz, to przecież osoby ze ... 10. Prokurator Kiepski (Aktualności/Polityka) ... - były doradca finansowy Stokłosy, uwikłany w jego procesy, główny świadek oskarżenia w sprawie o łapówki. Krystyna Lemanowicz - działaczka Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej bez ... 11. Jesteś w ukrytej kamerze! (Artykuły/Felietony) ... nagrania z domowej kinematografii Krystyny i Janusza Lemanowiczów. Akurat na tym filmie odwiedza ich Marian Janowiak, główny świadek oskarżenia w procesie Henryka Stokłosy. Ale zanim w mieszkaniu przy ... 12. SEPZN zgłoszone do ,,Pro Publico Bono" (Aktualności/Polityka) ... wielkopolski Tadeusz Dziuba – pisze Krystyna Lemanowicz z SEPZN. Udział Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej w konkursie ,,Pro Publico Bono” oprotestowali pracownicy Farmutilu. Kilka ... 13. Złote Krzyże zasługi dla Ireny Sienkiewicz i Krystyny Lemanowicz (Aktualności/Polityka) POZNAŃ. Wojewoda Wielkopolski Piotr Florek wręczył w imieniu Prezydenta RP najwyższe odznaczenia państwowe, Złote Krzyże Zasługi, Irenie Sienkiewicz i Krystynie Lemanowicz, działaczkom Stowarzyszenia ...

Hymen 22.03.2026 19:58
To chyba wypracowania redaktora z czasu, kiedy wnuczka robiła żółciutkie kupki do pieluszki a stymulowana przez dziadka dawała perliste śmiechy od których skrzyło się powietrze.

sitwa miejscowa 23.03.2026 11:45
W tych artykułach wypocino - wypierdzinach inspirowanych w trybie kiełbasiano - wódczanym stosowanym przez niepierduśnika politycznego ale z pieniędzmi, widać wielkie natężenie akcji podglądu, podsłuchu, inwigilacji Lemanowiczów przez Szalbierza stymulowanego dodatkowo przez śmieciowego redaktora Ceranowskiego z mieściny Złotów. Ceranowski powinien być ścigany i ukarany po tym, jak złożył do prokuratury donos o 36 przestępstwach, których nie było. Państwo polskie w tym segmencie dało dupy jak żyrafa nosorożcowi u Mleczki.

Le Man 20.03.2026 16:30
Co pan na to, senatorze, że po Sejmie Rzeczypospolitej szwenda się marszałek umajony sześciokolorową flagą pederastów, lesb, Grodzkich, Biedroniów, Rabiejów i Kluków? Czy publiczne paradowanie w takim stroju nie jest przypadkiem ekshibicjonizmu i hańbą? U Czarzastego wszystko jest zboczone, od przekonań politycznych do tego, co ma w rozporku. Nikt nie zabrania poszczególnym obywatelom realizowania swoich marzeń seksualnych w miejscu intymnym. Natomiast obnoszenie się publiczne ze swoimi zboczeniami jest wstrętne. Moim zdaniem dla układów parzystych jednopłciowych należy znaleźć adekwatną nazwę i od niej wyprowadzać prawa i obowiązki tych indywiduów względem siebie i społeczeństwa.

multi 20.03.2026 16:47
Flaga pederastów i trybad nie jest tęczowa a sześciokolorowa. Od podstawówki wiadomo, że tęcza ma siedem kolorów wyraźnie widocznych przy użyciu pryzmatu dla rozszczepienia światła białego. Jeśliby przyjąć,że jednak flaga sześciokolorowa jest tęczowością, to jest to patologia, zatem dobrze odzwierciedla patologię wielogenderowości, multibinarności i tego tam takich...

kulti 20.03.2026 20:28
Szkoda, że nie udało się zorganizować w Bornem Sulinowie skansenu komuny. Tam taki Czarzasty mógłby paradować owinięty flagą pedalsko-trybadyjską, nawet z fajfusem na wierzchu ozdobionym kupą pod napletkiem, jeśli ma napletek.

odsetki od urody 23.03.2026 11:30
Odwalcie się od senatora. On jest normalny gość heteryk. Kiedyś się spąchnął z taką fajną Fajkowską, która jest na pewno kobietą w 120%.

taka robota 19.03.2026 12:12
Ja, Anna Aleksandra Rżniączka z domu Gwóźdź primo voto Romanek, obecnie niezamężna dopuściłam się podłego, niemoralnego czynu, pomawiając obywatelkę Krystynę Lemanowicz ze Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej o działanie właściwe dla tajnych służb przemocy i terroru. W książce „W szponach władzy” , której jestem współautorką i bohaterką fabuły, na stronie 42 napisałam kłamliwą informację, jakoby Krystyna Lemanowicz - wspólnie z niewymienioną z nazwiska koleżanką - 14 lipca 2005 roku znienacka zaskoczyła w domu pana Sylwestra Mitmanna, aby uzyskać od niego wiadomości o właściwościach osobistych Henryka Tadeusza Bromczy. Nie może to być prawdą, ponieważ ja uzyskałam od moich służb inwigilacji i prowokacji wiadomość, że te dwie osoby wcześniej umówiły się z panem Sylwestrem, aby porozmawiać o warunkach życia w Próchnowie. Nielegalna inwigilacja, śledzenie obywateli Rzeczypospolitej były i są rutynową praktyką naszych służb ochrony i przemocy, byłych esbeków, oficerów wsw i wsi. Takie informacje były możliwe do uzyskania w warunkach zastraszenia mieszkańców wsi w pobliżu zakładów należących do mojego Holdingu. Chętnie zatrudniamy ludzi operatywnych z doświadczeniem. Mając tę wiedzę, wydelegowałam dziennikarzy Tygodnik Nowy, którego jestem współwłaścicielką, by ci pracownicy - zależni ode mnie - zaczaili się w domu Sylwestra Mitmanna z urządzeniami utrwalającymi dźwięk i znienacka nagrali rozmowę Krystyny Lemanowicz i jej koleżanki z Sylwestrem. Nagranie udało się. Było spisane z nośnika dźwięku przez mojego, zależnego ode mnie redaktora naczelnego Tygodnika Nowego Mariusz Józefa Szalzajeb, bezprawnie upublicznione w Radio 100 i w Tygodniku Nowym. Jego nadawanie w mediach reklamowałam za pomocą plakatów rozlepionych na terenie kilku województw oraz przez wozy propagandowe z nagłośnieniem. Szczególną formą reklamy było zamieszczenie na pierwszej stronie Tygodnika Nowego zafałszowanego wizerunku Krystyny Lemanowicz zawieszonej na rzeźnickim haku. Na moje polecenie okładkę - kolaż wykonał redaktor naczelny, ten sam Mariusz Farmazon, co potwierdził własnym podpisem w tygodniku. Uczyniłam to świadomie z zemsty dla poniżenia Krystyny Lemanowicz, która była jednocześnie wolontariuszką Ruchu Przeciw Bezradności Społecznej przy Rzeczniku Praw Obywatelskich oraz jej koleżanki ze Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej, bo jej nienawidzę. Tym samym kłamstwem posługiwałam się w mojej korespondencji z najwyższymi czynnikami naszego państwa. Dzisiaj ja, Anna Aleksandra Rżniączka, powinnam przeprosić Krystynę Lemanowicz za moje niegodne zachowanie wypływające z niskich pobudek, ale mam to w dupie.

lud pracujący miast i wsi 19.03.2026 12:17
Panie senatorze, to jest dobry przykład jak polskie życie narodowe jest demontowane przez zorganizowane grupy przestępcze, obcinaczy palców, biznesmenów smrodziarzy niepierduśników z pieniędzmi. Co Pan na to?

anatomia sukesu 19.03.2026 12:30
Ta dama musi mieć obszerną dupę, że by tam mogła zmieścić cetnar metryczny kartofli w worku jutowym. O przodku nie mówimy, bo wyrąbany jest jak kopalnia soli w Wapnie po zawaleniu się.

autor, autor... 20.03.2026 16:36
Szalbierz rozpytany przez sąd, dlaczego posłużył się fałszem w prezentacji wizerunku osoby odpowiedział wykrętnie, że jest to robota grafika redakcyjnego, choć podpis autorstwa złożył Mariusz Szalbierz. W tym momencie zawaniało na sali sądowej katecholaminami znakami fizjologicznymi strachu, może się osrał?

wiem co jest 18.03.2026 09:51
Senatorze, cała wasza diabelska władza opiera się na niejawnych operacjach: podsłuch, nagranie, podpiredalanie, prowokacja, podstawianie wszelkiego kurestwa, poszukiwanie haków.

Mariusz Prasowy 23.03.2026 11:53
Bardzo zaangażowanym w poszukiwanie haków na wszystkich był wiceprzewodniczący Komitetu Wyborczego Wyborców "Porozumienie" 2002, dowodzonego przez ówczesnego posła Szejnfelda. To Jacek Ciechanowski, który nie dał rady i zginął szóstego listopada 2020 przywalony masą haków, które miał w swojej teczuszce. Nie krył swojej roboty hakowej na wszystkich a szczególnie na swoich. Dlatego biadał, że w Pile zostanie szefem PiSu bez PiSu.

error 1006 17.03.2026 10:30
Jest też pytanie o wolność słowa. Czy może administrator lub redaktor naczelny portaliku faktypilskie Szalbierz - nomen omen - blokować dostęp do wypowiedzi, reakcji na artykuły portalowe, nawet kiedy redakcja obrzuca wiadrami góvna konkretną osobę? Taki ten tego redaktor leżąc do góry dupą dla spokojnego trawienia ciał stałych i płynów klika w klawisz ban i ma "Error 1006". I dalej może uzupełniać kiełbaśność istnienia popijając koniakiem, który aż piszczał, żeby się znaleźć w przepastnym wnętrzu naczelnego, bo zwycięzca konkursu nie stawił się na wezwanie redakcji.

o szambiarstwie 17.03.2026 11:43
Obrzucanie wiadrem góvna stało się zwyczajowym procederem w razie braku argumentów rozumowych. Podobnie zamachnął się i chlusnął wiadrem góvna na świadka w procesie Stokłosy sędzia Janusz Szrama z sądu apelacyjnego w Poznaniu.

Lucy Faire 20.03.2026 12:24
Szalbierz wciąż stosuje metodę blokowania, hamowania. To niepoważna robota, antycywilizacyjna. Ale ma swój zamek- chawirę z kłódkami, zasiekami, bramami, zamkami. Stara w oknie. Może jeszcze jaki pies posokowiec?

Zygiert Janina 13.03.2026 10:52
Jak tak sobie siądę z piwem w puszce na zydelku i myślę, to wydaje się mnie, że system władzy opiera się na podsłuchach, podglądach, nagrywaniach, prowokacjach, podstawianiu kurew i pedałów do użytku. Potem jest trzymanie takim bohaterom w tyłku granatu F-1 a zawleczka na długim loncie za rogiem.

podsłuch permanentny 03.03.2026 19:28
Na próbę wejścia na faktypilskie żałosny dupek medialny proponuje: Sorry, you have been blocked You are unable to access faktypilskie.pl Cloudflare Ray ID: 9d6aa7bac977d978 • Your IP: • Performance & security by Cloudflare Why have I been blocked? This website is using a security service to protect itself from online attacks. The action you just performed triggered the security solution. There are several actions that could trigger this block including submitting a certain word or phrase, a SQL command or malformed data. What can I do to resolve this? You can email the site owner to let them know you were blocked. Please include what you were doing when this page came up and the Cloudflare Ray ID found at the bottom of this page.

Krecia Pytaczkówna 19.03.2026 12:21
co to znaczy po polsku? bo nie wiem.

o strachu 19.03.2026 13:51
Przepraszamy, zostałeś zablokowany Nie możesz uzyskać dostępu do faktypilskie.pl Cloudflare Ray ID: 9d6aa7bac977d978 • Twój adres IP: • Wydajność i bezpieczeństwo dzięki Cloudflare. Dlaczego zostałem zablokowany? Ta strona korzysta z usługi bezpieczeństwa, aby chronić przed atakami online. Działanie, które właśnie wykonałeś, uruchomiło rozwiązanie bezpieczeństwa. Istnieje kilka działań, które mogą uruchomić tę blokadę, w tym przesłanie określonego słowa lub frazy, polecenia SQL lub nieprawidłowych danych. Co można zrobić, aby rozwiązać ten problem? Możesz wysłać wiadomość e-mail do właściciela witryny, aby poinformować go, że zostałeś zablokowany. Proszę dołączyć, co robiłeś, gdy ta strona się pojawiła, oraz identyfikator Cloudflare Ray ID.

o strachu 24.02.2026 21:50
Ja się pytam, czy naczelny redaktor i wydawca z Białośliwia dalej ze strachu używa blokady "Error 1006" zwanej banem wobec jednego internauty, który go przerasta o kilka długości? Bo jak on chce się wklikać na faktypilskie.pl, to nie daje rady i pojawia się komunikat "Error 1006".

przyjaciel 04.03.2026 16:35
Ze strachu. On jest złożony z biurka i strachu, i wódki.

21.02.2026 18:39
Jako Pegazus uważam, że podsłuchiwanie jest dobre, słuszne i moralne. Najważniejsze, żeby podsłuchiwać Niemca i Ruska. Tuska nie trzeba podsłuchiwać, bo o nim wszystko wiadomo, że szkop.

Łysy 22.02.2026 14:25
I do tego ryży :(

Roman Zemdlak 01.03.2026 21:35
Jako Pegazus uważam, że powinien się jeszcze zaangażować Centaurus. To też jest kawał konia.

lektura szkolna 02.03.2026 11:12
Jednocześnie nie można zapomnieć o Łysku z pokładu Idy, który rządzi podziemiem.

rumak ochoczy 02.03.2026 11:15
A "Nasza Szkapa" od Marysi Konopnickiej?

lux veritatis 03.03.2026 14:43
Nasza Szkapa chętnie by się spotkała z Bucefałem ulubionym ogierem Aleksandra Wielkiego. Tylko mnie by chodziło o wielki kawałek pod brzuchem zwany przez CiJa wałkiem do przekazywania informacji genetycznej.

bentos 05.03.2026 16:40
Gdyby przypisać premierowi jakieś zwierzę jako jego egzemplifikację, to pasuje muł.

Jeziorański 17.03.2026 12:12
Tak, tak! Metr mułu i bentos.

granat w tyłku 19.02.2026 21:14
Mi się zdaje, że nagrywanie to też jest podsłuch tylko że utrwalany. A jak jeszcze nagranie jest z wideo, jak w podkarpackiej aferze z bzykaniem ukraińskich bladzi, to jest totalny komplet dokumentacji na różnych panów tego świata z ochotą na bzykanie. Nie bądź bezpieczny, kapusta pamięta, spisane, nagrane będą czyny i rozmowy. Dlatego wielu możnych tego świata nie ma jak podnieść rękę w parlamencie, bo ktoś mu trzyma granat w tyłku i bawi się zawleczką na wszelki wypadek.

i co?! 24.02.2026 21:53
A kiedyś Leman zapodał o tym, że w sądzie okręgowym nagrał cały przebieg ogłoszenia wyroku przez Sygrelę.

o trosce 24.02.2026 21:55
W tej sytuacji Sygrela nie jest obywatelem tylko urzędującym sędzią za 20000 zł na miesiąc. A senator zatroszczył się o obywateli.

ElJot 22.03.2026 14:02
Mam nadzieję, że Sygrela już poszedł w odstawkę po osiągnięciu 65 lat. Stan spoczynku po klęskach ze Stokłosą da mu oddech do następnych klęsk i porażek.

Takie kwiatki 06.02.2026 21:41
Takie kwiatki: Operacyjne zabezpieczenie hoteli podsłuchem pokojowym "Orbis" w praktyce operacyjnej. 1988 Wrocław. Praca dyplomowa w Legionowie. To o czym tu gadać? W Grand Hotelu też był podsłuch, jak posuwał gość hotelowy panienkę albo mężatkę.

reality szoł 07.02.2026 11:41
Podsłuch hotelowy był świadkiem niejednego klaskania w mroku (według gry półsłówek: mlaskania w kroku) i rejestracji takich rewelacji dla możliwości wpływania na decyzje różnych kochasiów pozamałżeńskich albo nieheteronormatywnych uranistów, pedałów, lesb, gejów w ramach akcji Hiacynt, sodomitów, sado -masochistów i kombinatorów biznesowych szczególnie cinkciarzy za peerelu.

tajny agent "Szare Jajo" 22.02.2026 11:58
Podsłuch hotelowy jest stosowany dla zapewnienia bezpieczeństwa gości przez służbę bezpieczeństwa.

Hiacynta rozochocona 26.02.2026 00:15
"Klaskanie w mroku" jest właściwym określeniem dla odpowiednich czynności, acz ogólnym. "Klaskanie w kroku" bardziej precyzyjnie opisuje tę czynność. Podobnie jak "mlaskanie w mroku" jest bardziej ogólne od "mlaskania w kroku".

radca 01.03.2026 10:56
Należy ten problem zgłosić do profesora Jana Miodka. On uporządkuje te rozterki "Hiacynty rozochoconej".

sztuka kochania 01.03.2026 10:57
I Michalina Wisłocka na posterunku.

Purysta językowy, a właściwie słowny 02.03.2026 18:57
Jak powiedziałem znajomej, że jestem purystą językowym, to aż jej się oczy zaświeciły, a przestrzeń między kolanami uległa zwiększeniu w sposób niekontrolowany. Co ta wyobraźnia robi z kobietami ...

pliz 03.03.2026 19:33
Mój nauczyciel języka polskiego w ogólniaku wałeckim nr 17 zauważył: na wszelkie bole i wymioty najlepsze czarnej rzodkwi nasienie, bo gardło purguje, kuśkę prostuje i pierdzenie lekkim czyni. Tu może być sedno sprawy: purysta - purguje, czyli chodzi o czystość.

AL 03.03.2026 19:35
Chodzi o czyszczenie rury w kroku?

o myśleniu babskim 19.03.2026 14:38
Zgadzam się. Ona myślała, że on jej wyczyści językiem w miejscu ciepłym i wilgotnym, pachnącym śledzikiem

Klops 02.02.2026 15:05
Według mnie Szalbierz pod względem osobowości przypomina do złudzenia Giertycha.

zemdlak 20.02.2026 15:33
Uważam za nietrafione porównanie. Szalbierz względem tego obrzępały jest wzorem szlachetności i mądrości.

Pegazus 22.02.2026 13:34
A poza tym Giertych (1971) jest szczylem względem Szalbierza (1962). Giertych urodził się w Śremie, gdzie wtedy rządził w partii hegemonicznej Marian Dominiczak, komuch straszny i gwałtowny. Musiał zatem mieć pieczę nad rodziną Giertychów, korygować ich istnienie i aktywność w kierunku komuny i związku radzieckiego.

lux veritatis 24.02.2026 22:26
Podobno tatuś Romana miał bardzo ciepłe, bliskie stosunki w krajem rad i towarzyszem Jaruzelskim. Tomógł byc skutek oddziaływania towarzysza Dominiczaka rocznik 1929.

śremianie 17.03.2026 12:23
Korygujemy dane o Dominiczaku Marianie, wielkim śremianinie. On był rocznik 1924. Przeżył lat 86. Nie żyje.

na temat 17.01.2026 16:14
Czy Mariusz Szalbierz w swojej relacji z podsłuchania trzech osób w Próchnowie przez grupę nagrywaczy z Tygodnika Nowego, polegającej na publikacji spisanego z nośnika dźwięku przebiegu rozmowy, zilustrował swoją pracę dziennikarską sfałszowanym wizerunkiem uczestniczki rozmowy w Próchnowie, którą zawiesił na rzeźnickim haku? Czy jest to praca dziennikarska, czy ubecka z symbolem ormowca w tle?

wyszsza swera 24.01.2026 22:04
Z dziada nie zrobisz pana. Prymityw zostanie chamem.

Kapusta 31.01.2026 12:23
Należy podkreślić, że robota Szalbierza była pochodną jego kompletnej zależności od Anny Aleksandry Stokłosy z domu Góźdź, wydawcy, czy właścicielki rozgłośni o nazwie Radio100. Wyrobnik mógł najwyżej, na wzór orędzia kapusia CiJa (Ciechanowskiego Jacka), obrobić tę część ciała, co się mieści z tyłu szefowej i robić, co każe tw Aleksandra.

ciekawa podfruwajka 31.01.2026 12:25
Czy CiJa był kapusiem u Stokłosów?

taka sprawa 31.01.2026 12:28
Był. O tym pisali Stokłosowie w książce "W szponach władzy". Każda sitwa potrzebuje swoich stukaczy, kapusi, donosicieli, delatorów, podglądaczy, prowokatorów.

poezja 31.01.2026 12:38
"... dlatego muszą być więzienia, zsyłka i łagier, kat i stryk..." - Janusz Szpotański.

niewiedzący 17.03.2026 12:26
Czy Stokłosa siedział we więzieniu?

Janina Zygiertowa 02.02.2026 11:55
Czy pan Jacek wyzwolił się z opresji zależności i donosicielstwa dla Stokłosów? Bo podobno na tle poddaństwa i kapusiostwa został usunięty z partii PiS jak wewnętrzny rozwalacz etosu?

Ende 06.02.2026 21:44
Pan Jacek wyzwolił się z opresji zależności i donosicielstwa dla Stokłosów, bo umarł i wszystkie nasze dzienne sprawy ma w teczce z hakami na wszystkich pod główką, bo zawsze lubił wysoko.

klub Fanów CiJa. 06.02.2026 21:54
Podobno w roku 2002 Pan Jacek współpracował w ramach wyborczego "Porozumienia" z posłem Adamem Szejnfeldem. Tę wiedzę mamy z twórczości Pana Jacka krytycznej wobec Lemanowicza, którego znielubił za uwagę w Internecie, że nasz Jacek miał dwie witrynki i jedno zdjęcie w dwóch zorientowaniach w przestrzeni. Stąd jest oczywista oczywistość, że jeden wizerunek był fałszywy. Jacek w swojej głupocie genetycznie uwarunkowanej przyjął, że Lemanowicz zarzucał mu fałszywość jego wielkiej postaci o wielkiej wiedzy. Wtedy go znielubił.

Ciekawość 06.02.2026 22:03
Czy już wtedy był kapusiem - stukaczem Stokłosy?

ó cnotach upadłych aniołów 21.02.2026 21:28
Jacek Ciechanowski jako część składowa grupy plugawiącej Antymit w dziele wierszopodobnym - rymowanką zarzucał Lemanowiczowi jego kontakty z Adamem Szejfeldem w roku 2002 (...czasem i Szenfeldem gwarzy o zniszczeniu Henia rancza...). A przecież sam był wiceprzewodniczącym KWW "Porozumienie". Z tego komitetu wyborczego zamierzał kandydować do rady powiatu. Ale stało się tak, że na zebranie, gdzie typowano kandydatów przyszedł paladyn Piotr Majchrzak jako lokalny przewodnik etosu i ujawnił, że Ciechanowski ma wyrok karny za wyłudzanie pieniędzy z banków. I Jacek padł jako kandydat.

młodzież 21.02.2026 21:34
A co robił Lemanowicz w owym KWW Porozumienie?

o członkostwie 21.02.2026 21:44
O ile nie mylę się to on był pełnomocnikiem PiS w Pile. Chyba to było do końca roku 2002. Kiedy bowiem Ciechanowski na zebraniu Komitetu PiS, jako członek Zarządu Głównego i wiceprezes ZW w Poznaniu zapowiedział, że jak dobrze poszuka w papierach to znajdzie haka na Lemanowicza, ten z miejsca przeszedł z Ciechanowskim na "pan", chociaż w wojnę polsko-jaruzelską melinował się u niego przez 8 miesięcy i wystąpił z tej partii. Ciechanowski narzekał, że będzie szefem PiS-u bez członków. Jedyne, co miał to jak wieści damskie głosiły wielki członek w rozporku.

Adam mocny jest 21.02.2026 21:46
To są pożytki z podsłuchów, podglądów, nagrywań, szukania haków. Tak więc pytanie Szejnfelda jest aktualne a odpowiedzi brak.

cyngiel Heńka 20.02.2026 15:40
Jacek umarł jako stukacz holdingu kierowanego przez Stokłosę. Jak się chce więcej niż można zrobić, zarobić, trzeba się skurwić, żeby mieć.

O JaCie 20.02.2026 21:41
Po publikacji Jacek popadł w nerw, że ktoś znalazł na niego haka. Odgrażał się sądem, ale jakoś nie spieszył się. Max Kraczkowski zagroził wywaleniem z partii. Ciechan marudził, że nie ma forsy, a przecież w trybie karnym to tylko 300 złotych. Podmokły ze Złotowa zaofiarował się z pomocą finansową. Jacek się zdystansował na amen. Bo wiedział, że autorzy książki mają nagrania konsultacji donosicielskich w opłotkach i knajpach. I CiJa padł politycznie.

dla chleba 07.03.2026 13:38
Kto raz się skurwił, temu następne zdrady stają się zwyczajowym ciągiem dalszych upadków, dla chleba, panie, dla chleba.

Josef Conrad 20.02.2026 15:36
A jeść trzeba. Bo to nie dusza nawiedzona przez demony, tylko głodne ciało wykoleja człowieka.

o qurestwie 16.01.2026 11:57
to qurestwo. Był komentarz i został usunięty.

outrwalaczach 16.01.2026 11:45
Nagrywanie obywateli jest podsłuchem z utrwalaczem. To tak jak w redakcji Tygodnika Nowego na kolegium redakcyjnym pod dowództwem Szalbierza 2004 -2007 wychlanie półtora flaszki i utrwalenie koniakiem.

Mnemozyna 17.01.2026 14:05
2006-01-25 09:32:27 Gumowe ucho IP: 83.16.217.54 W związku z rozpisanym przez Tygodnik Nowy konkursem ,,Kameleon’’ zgłaszam jako kandydata do tego tytułu Janusza Lemanowicza, pospolicie znanego jako ,,mąż swojej żony’’. Uzasadnienie: komentując na stronie internetowej Tygodnika Nowego materiał ,,Opiekunka starszej pani’’ Janusz Lemanowicz wystąpił tam pod 13 postaciami. Dowód: posługiwanie się przy każdym wpisie tym samym komputerem o adresie IP: 83.16.217.54. W związku z rozpisanym przez Tygodnik Nowy konkursem ,,Kameleon’’ zgłaszam jako kandydata do tego tytułu Janusza Lemanowicza, pospolicie znanego jako ,,mąż swojej żony’’. Uzasadnienie: komentując na stronie internetowej Tygodnika Nowego materiał ,,Opiekunka starszej pani’’ Janusz Lemanowicz wystąpił tam pod 13 postaciami. Dowód: posługiwanie się przy każdym wpisie tym samym komputerem o adresie IP: 83.16.217.54. I tak: 1). 4 stycznia 2006 o godz. 16:40:27 Janusz Lemanowicz wystąpił na stronie internetowej TN jako Janusz Lemanowicz, zarzucając nam podanie we wspomnianym artykule nieprawdy. Dwa tygodnie temu dowiedliśmy, że to nie my w swoim tekście, a właśnie J. L. w komentarzu do niego dopuścił się bezwstydnej manipulacji. 2). 4 stycznia 2006 o godz. 21:39:05 Janusz Lemanowicz wystąpił jako ,,Mariusz’’, ,,zbulwersowany okładką TN’’. ,,Ludzie mają dość tego szmatławca’’ – zagrzmiał. 3). 5 stycznia 2006 o godz. 00:58:42 Janusz Lemanowicz wystąpił jako ,,ten, co wie’’, zarzucając nam ,,łajdactwo w najgorszym wydaniu’’, metody ,,od Minca i Bermana, od Noski i Szalbierza’’ oraz ostrzegając, że ,,kręcimy sobie bata na swoją nieatrakcyjną parszywą dupę’’. 4). 8 stycznia 2006 o godz. 23:51:26 Janusz Lemanowicz wystąpił jako ,,obserwator z osiedla’’, który ,,podpisuje się pod wpisem sąsiadów’’. 5). 9 stycznia 2006 o godz. 13:19:53 Janusz Lemanowicz wystąpił jako JL, ględząc coś o ,,kryterium prawdy’’. 6). 9 stycznia 2006 o godz. 17:30:48 Janusz Lemanowicz wystąpił jako ,,sąsiad M.Ś.’’, pocieszając sam siebie: ,,Szkoda pisania panie L. Do tej hołoty to nie dociera. (…) W TN same kłamstwa. Myślę, że kiedyś będą musieli za wszystko zapłacić’’. 7). 9 stycznia 2006 o godz. 22:59:35 Janusz Lemanowicz wystąpił jako ,,M.J.’’, pisząc m.in.: ,,Jestem młodym wolontariuszem, ale nie wyobrażam sobie, żeby pracować z tak ciężko chorą osobą przez wszystkie dni tygodnia po 24 godziny na dobę i przez 5 lat bez wynagrodzenia’’. 8). 9 stycznia 2006 o godz. 23:32:44 Janusz Lemanowicz wystąpił jako ,,Zarząd Stowarzyszenia Hospicjum Piła’’ i po części jako ,,mąż swojej żony’’. 9). 10 stycznia 2006 o godz. 12:50:19 Janusz Lemanowicz wystąpił jako ,,Aleksander Kiepel’’ pisząc: ,,Wstyd Panie Redaktorze’’ i życząc mi ,,dobrego samopoczucia’’. 10). 10 stycznia 2006 o godz. 16:06:04 Janusz Lemanowicz wystąpił jako ,,Jarek Z.’’, pisząc o Tygodniku Nowym: ,,to nie gazeta, to szmata’’. 11). 12 stycznia 2006 o godz. 16:02:00 Janusz Lemanowicz wystąpił jako ,,Agnieszka S.’’, która popiera Janusza Lemanowicza jako ,,Jarka Z.’’ słowami: ,,Zgadzam się z Panem Jarkiem. Nic dodać, nic ująć’’. 12). 15 stycznia 2006 o godz. 00:36:25 Janusz Lemanowicz wystąpił jako ,,zwolniony z Farmutilu’’, radząc autorce artykułu ,,uporządkować swoje własne sprawy’’, mnie zaś: ,,Panie Szalbierz, pofolguj pan’’. 13). 16 stycznia 2006 o godz. 16:21:43 Janusz Lemanowicz wystąpił jako ,,gumowe ucho’’, popierające wypowiedź Janusza Lemanowicza jako ,,zwolnionego z Farmutilu’’. Wniosek: IP to unikalny adres, przypisany konkretnemu komputerowi. Teoretycznie można założyć, że wszystkie wymienione wyżej osoby wpisały się naprawdę, a Janusz Lemanowicz tylko udostępnił im w tym celu swój sprzęt. W rzeczywistości szybciej uwierzę w niezwykłość gamety, która spowodowała pojawienie się Janusza Lemanowicza, niźli w to, że około północy przy jego klawiaturze zasiadł ,,obserwator z osiedla’’, o ,,zwolnionym z Farmutilu’’ nie wspominając. Ech, panie Lemanowicz, szczerze mi Pana szkoda. Tyleś się Pan naprodukował i wszystko o kant kloaki rozbić! Kameleon Szczęściarze 1.3.2006 Redakcja rozdaje nagrody. 3.500 złotych trafiło do trójki szczęściarzy, uczestników konkursu TN „Kameleon 2005”. Jakiś czas temu redakcja TN ogłosiła konkurs pod nazwa „Kameleon 2005”. Czytelnicy wybierali w nim osobę, która – ich zdaniem – charakteryzuje się dużą zmiennością poglądów, postaw czy działań i do złudzenia przypomina w tym stworzenie zwane kameleonem. Po rozstrzygnięciu konkursu wśród czytelników rozlosowano trzy cenne nagrody w bonach towarowych do sieci sklepów PPH Farmutil... "Kameleon"’ przechodni 8.3.2006 Zdrowie Henia! Mimo naszego publicznego zaproszenia, Janusz Lemanowicz, laureat konkursu ,,Kameleon’ 2005’’, nie zgłosił się do redakcji po odbiór okolicznościowej statuetki. Odczekawszy zatem w ubiegły czwartek studencki kwadrans, zwołaliśmy w trybie nadzwyczajnym kolegium redakcyjne, aby zadecydować o dalszym losie nagrody. Około połowy drugiej flaszki wykrystalizowały się w tym temacie dwie koncepcje. Wedle pierwszej, forsowanej przez red. Annę Czaplę, ,,Kameleon’’ miałby trafić na aukcję w Radiu ,,100’’, a uzyskane tym sposobem pieniądze przeznaczone byłyby na urozmaicenie diety kameleonów jemeńskich (Chamaeleo calyptratus), zamieszkujących stare ZOO w Poznaniu. Zwolennicy drugiej opcji chcieli pójść na łatwiznę i wysłać statuetkę pocztą, napotkali jednak na sprzeciw naszej bardzo skrupulatnej księgowej, która przypomniała, że odbiór każdej zakupionej przez redakcję nagrody musi zostać potwierdzony na stosownym kwicie. Negocjacyjny pas przerwała dopiero zmiana popitki na sok grejpfrutowy. Okazało się, że specyficzna aromatyczna goryczka zadziała odświeżająco także na nasze umysły, albowiem teraz już bardzo szybko - i to zdecydowaną większością głosów - postanowiliśmy o przekształceniu ,,Kameleona’’ w nagrodę przechodnią. Stara to prawda, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Jakby nie było, zaoszczędziliśmy na Lemanowiczu stówę z hakiem. Nie licząc kawy, ciastek, lampki koniaku i symbolicznego terrarium na ewentualną przyszłą gametę naszego laureata. Tygodnik Nowy 2006-03-08 10:59:10

Tutti Frutti 25.01.2026 11:46
W dziennikarskiej rzeczywistości gminnej występuje insynuacyjny podsłuch inspirująco-komentujący, gdzie żurnalista tworzy swoją wizję świata w chwilach wolnych od upojenia alkoholowego ale na kacu. I wszystko mu się zajączkuje, a mówiąc brutalnie piredoli w tępej główce. W tym stanie ciała i umysłu publikuje komentarze imputujące nielubianemu Lemanowiczowi zasługi, których ten nie popełnił. Tak wygląda wiejski zgniły etos obskurantyzmu na bazie alkoholizmu.

Checkpoint Charlie 25.01.2026 11:57
O ile się nie mylę, artykuły w Tygodniku Nowym: Gumowe ucho sprzed dokładnie 20-tu lat i pijane Kolegium Redakcyjne z 8 marca 2006 popełnił Mariusz Szalbierz ówczesny redaktor naczelny, amator dopicia się koniakiem zakupionym na fetę z triumfatorem konkursu, do którego zwycięzca nie przystąpił.

pomówienie 25.01.2026 12:32
Historia powiatu pilskiego w segmencie karnym poucza nas, że jeśli Lemanowicz napisze o nieodpartym ciągu Szalbierza do wódki posługując się komunikatem redakcji z obrad Kolegium Redakcyjnego 8 marca 2006, popartym autorytetem redaktora naczelnego, to Płóciennik - sędzia rejonowy w Pile, ukarze Lemanowicza za pomówienie z artykułu 212 kodeksu karnego. A przecież komunikat redakcyjny to rzecz poważna uwita po uszy w prawdzie.

o sodomii zwierzęcej 25.01.2026 14:18
Mimo zaistnienia prawdy w relacji Lemanowicza o piciu przez Szalbierza flaszek w robocie, Płóciennik uznał, że wypowiedź jest apoteozą dzieła Mleczki o tym, by nie pieprzyć bez sensu jak nosorożec z żyrafą.

Janina Zygiertowa 26.01.2026 10:39
Podobno Lemanowicz na jednej sprawie domagał się wyłączenia Macieja Płóciennika, bo doszło do niego, że jest to jakiś krewny Płóciennika Mariana prezesa wałeckiej spółki w holdingu, czy coś, Farmutil. A Szalbierz jest albo był w tym czasie pieszczochem Stokłosy. Ponadto Płóciennik Maciej orzekał w sprawie karnej Lemanowicza wcześniej. W apelacji cztery z pięciu deliktów zgłoszonych przez Szalbierza sąd okręgowy odrzucił, co mogło w Płócienniku Macieju wywołać negatywne emocje wyłączające bezstronność. Wniosek Lemanowicza rozpoznawał bezprawnie Smyczyński, następny gigant postępu inaczej. Oczywiście odrzucił wniosek, bo jak to, żeby Lemanowicz bez adwokata zechciał wpływać na patologię sądownictwa powiatowego! Wniosek powinien był rozpoznawać przewodniczący wydziału karnego Paliwoda.

lux veritatis 25.02.2026 13:03
Tu jest sedno sprawy. W roku 2014 Sąd okręgowy w Poznaniu w składzie trzyosobowym utrzymał jeden z pięciu deliktów zarzucanych przez Mariusza Józefa Szalbierza Lemanowiczowi. Kuriozum rozumowania sądu jest w tym, że sąd uznał, iż oficjalny komunikat ogłoszony w prasie z obrad Kolegium Redakcyjnego Tygodnika Nowego z dnia 8 marca 2006 jest felietonem Mariusza Szalbierza. Według myślenia sądu felieton jest ulotną wypowiedzią niepoważną, pustą intelektualnie, nie zawierającą treści merytorycznych a zatem z lektury takich wypowiedzi nie można wnioskować o niczym. W konkluzji, posłużenie się stwierdzeniem faktu picia z flaszek i dopijania się koniakiem sąd uznał za niedopuszczalne nadużycie treści komunikatu bez treści. Dopatrzył się deliktu naruszenia interesu Mariusza Szalbierza, co mogłoby doprowadzić do utraty zaufania niezbędnego do jego roboty dziennikarskiej. Za parę dni upłynie 20 lat od ogłoszenia i uskutecznienia ochlajparty w redakcji, zorganizowanego przez kolegium redakcyjne pod dowództwem Mariusza Szalbierza - redaktora naczelnego Tygodnika Nowego. Na marginesie tego ewentu trzeba zauważyć, że obrady Kolegium Redakcyjnego były poświęcone poniżeniu, obsobaczeniu, upodleniu medialnemu Janusza Lemanowicza, który ośmielił się działać w interesie publicznym ale przeciwko Królowi Flaków, któremu podlegał umysłowo i żołądkowo ówczesny naczelny.

dolce vita 26.01.2026 10:50
Czy wzywając do redakcji pana Lemanowicza redaktor Szalbierz zakładał napaść seksualną na laureata konkursu, do którego Lemanowicz nie przystąpił? Czy zakup terrarium na gamety ma uzasadnienie dla działalności, posłannictwa informacyjnego i porządku moralnego jako zadań mediów? Ciekawe, jak zamierzał Mariusz Szalbierz dobrać się do urządzenia kopulacyjnego Lemanowicza.

chłopcy 23.02.2026 13:19
Podobno przygotował atrakcję w postaci grubej, paskudnej Kai. Według opinii kumpli z redakcji, jej bliska obecność powodowała, że ustępowała nagle erekcja młodych chłopców, ciulik się w trąbkę zwijał.

Odwyk Charcice 26.01.2026 17:24
Powszechnie wiadomo, że w głosowaniach nad czymkolwiek osiąga się większość zdecydowaną, ale też zachodzą przypadki większości niezdecydowanej.

cytat 22.02.2026 17:09
Z nowszych ewentów z udziałem Szalbierza jako twórcy wszystkiego możemy zapodać, że 8 kwietnia 2011 opublikował dzieło nieznane przedstawiające Mariusza jako "Chuj na kaczych łapach".

osservatore pilano 23.02.2026 13:31
To metaforyczne porównanie sprzed 15 lat oddaje rzeczywistość ówczesnego stanu rzeczy. Pamiętam fajka w górę, kacze łapy. Jak dzisiaj ma się nasz bohater?

Cognac 19.01.2026 12:53
Za utrwalacz przeważnie robi piwo. Ale w środowiskach z wyższej sfery sfrancuziałej patologii potrzeba mocniejszego kopa. Jak kto przelicza zarobek na półlitrówki wódki, to o czym tu gadać?

o Staszku 31.01.2026 13:02
Mój kumpel ze studiów, alkoholik, zawsze na kaca miał w teczuszce ćwiartki (lata sześćdziesiąte) likierów: Cherry, Curacao, Miętowy, bo usuwał pijacką trzęsiączkę i dawał kopa cukrowego. Likiery są słodziutkie.

populus populorum 02.02.2026 15:02
Wyższe sfery chlejące, to jest patologia degeneracyjna jako objaw upadku duchowego, fizycznego i moralnego. Upada też możliwość bzykania wskutek zaniku. Tylko baba pijana duupa sprzedana.

Esperal 05.03.2026 12:38
Mi się przypomina lektura komunikatu redakcyjnego Tygodnika Nowego z 8 marca 2006. Tam widać klasyczną formułę cyklu pijaństwa. Co najmniej półtora flaszki do upadku intelektu i na dopitkę trofiejny koniak zakupiony na fetę z triumfatorem konkursu, do którego nie przystąpił. I ten zwycięzca nie przyszedł. Było co wychlać, żeby się dochlać.

cytat 05.03.2026 12:43
Faktycznie, chlanie w robocie redakcyjnej 2006: Około połowy drugiej flaszki wykrystalizowały się w tym temacie dwie koncepcje.

Cnota 05.03.2026 12:50
Żeby w pracy się zalewać flaszkami i dopijać koniakiem? To jest coś niepojętego dla zwykłego robotnika - Polaka.

Eliksir 05.03.2026 12:52
Mariusz Szalbierz, to nie jest zwykły Polak a elita.

rym cym cym 21.03.2026 11:21
Do słowa elita jest dobry rym: jelita. Bywa tak, że elita jest tym co wypada z jelita, czyli kupa po wódce zakażona A09.

dolce vita 11.03.2026 12:20
Próby prostowania idiotyzmów w orzeczeniach sądów, jawnego fałszu są odrzucane, bo co sąd orzeknie, to jest ważne mimo niezgodności z realiami świata. Jest to podkładanie żagwi pod stóg prawa państwowego. Bo obowiązuje zasada powagi rzeczy osądzonej, to znaczy, że co sąd orzekł, to jest, mimo, że faktycznie tego nie ma. Na przykład sędzia sądu okręgowego Sygrela w uzasadnieniu wyroku nazwał redaktora naczelnego Media Vectra expressTV operującego w redakcji przy ulicy Dąbrowskiego 8, ósme piętro, Kamila C e r a n o w s k i e g o, że jest to Robert C y r a n o w s k i. Po sprzeciwie skazańca nieboraka prezes sądu odpowiedział, że jak napisał Sygrela, tak ma być.

Mnemozyna 11.03.2026 14:13
Dla kompletnej kompletności twórczości sądownictwa przytoczmy orzeczenie Macieja Płóciennika z podrzędnego sądu rejonowego aleja Powstańców Wielkopolskich 79. Otóż tego samego Kamila Ceranowskiego redaktora naczelnego Media Vectra ExpressTV ubogacił w uzasadnieniu, że on się nazywa Sarnowski. I to już zostało na wieki. Bo sędzia wykonał wielką pracę umysłową, przesłuchał protokolantkę na okoliczność i wobec jej niepamięci uznał, że Ceranowski = Sarnowski. I chuj!

w trosce o lex 11.03.2026 14:16
Troska senatora Adama Szejnfelda ma zatem dziurę w tym, że mogą się zdarzyć niedomagania braki w aparacie słuchu, że nie odzwierciedlają w piśmie stanu faktycznego. To wygląda na aborcję intelektu zwaną dekapitacją symboliczną.

nieborak sądowy 09.04.2026 15:30
Jest nadzieja, że wobec osiągnięcia w ubiegłym roku wieku 65 lat, Sygrela odszedł w stan spoczynku doczesnego, żeby nie robić kichy z prawa i sprawiedliwości.

Reklama
Ostatnie komentarze
Autor komentarza: gerontokracja biznesuTreść komentarza: Nasza ulubienica madame Rżniączka nie jest aż tak dupiata, może teraz w stanie postkoncepcyjnym klimaksu dorobiła się dupska potężnego i woniejącego.Data dodania komentarza: 12.04.2026, 09:12Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?Autor komentarza: neonatologia patologicznaTreść komentarza: Ludzie poczęci w sylwestra, kiedy wódka leje się strumieniem a panienki są rozkraczewskie, mogą sprokurować dzieciątko z FAS (fetal alkoholic syndrom).Data dodania komentarza: 12.04.2026, 08:55Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?Autor komentarza: korektaTreść komentarza: W wypowiedzi z 28 października 2016 godz. 06:46:11 jest błąd merytoryczny, bo Mariusz Szalbierz nie jest ulubieńcem Lemanowicza a jego wrogiem numer jeden (1).Data dodania komentarza: 12.04.2026, 08:52Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?Autor komentarza: swinging blue jeansTreść komentarza: Proste obliczenia arytmetyczne dają nam pewność, że ten uwielbiany przez motłoch pięciuset meneli, pijaków, trolli, gnomów, chuliganów seksualnych i żurnalistów z przeceny, to Mariusz Józef Szalbierz urodzony w Wyrzysku 12 października 1962. Ten dzień narodzin skłania do przyjęcia tezy, że poczęcie nastąpiło w sylwestra 1961-1962, gdy rytmy bluesa skłaniają panienki do zezwolenia na wejście smoka i potem tango z bolcem.Data dodania komentarza: 12.04.2026, 08:48Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?Autor komentarza: Lucy FaireTreść komentarza: "2016-10-28 06:46:11 Jachu, i jak tam twoja charyzma? Do tej pory- a jest prawie 20.00 - na fejsie z okazji urodzin złożyły ci życzenia 4 osoby. Może do końca dnia dobijesz do 5, choć to raczej wątpliwe. A dwa tygodnie temu twemu ulubionemu Redaktorowi złożyło życzenia pół tysiąca osób. Mówi ci to coś?" Ktoś się napocił, żeby w ramach podglądu, zarejestrować dla gówniarzerii internetowej, policzyć 4 osoby. 500 osób z życzeniami dla Redaktora śmieciowego, to jest to, co lubią śmieciowi Redaktorzy z Białośliwia, Piły, Złotowa, Kaczor, Łobżenicy. Osoby asertywne, znające swoje walory nie potrzebują tabunów klakierów.Data dodania komentarza: 11.04.2026, 16:51Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?Autor komentarza: marxTreść komentarza: Nasza ulubiona chudzinka, anorektyczna sędzina z sądu rejonowego Nowe Miasto i Wilda olała koncepcję prawa prasowego i w ogóle nie zajęła się wątkiem zgłoszonym przez Paliwodę. To wygląda na sitwę układu związanego z nadbudową, że użyję tu formuły marksowskiej.Data dodania komentarza: 11.04.2026, 16:31Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?
Reklama
Reklama